Aktywizm w naszym DNA. Baza dla wkurzonych w centrum Warszawy

Urszula Prussak, szefowa Bazy. Fot. Marta Zadykowicz

Młoda kobieta w okularach w różowej bluzce

Urszula zatrudnia osoby uchodźcze, które ledwo co pojawiły się w Polsce. A one nie chcą zmieniać pracy na lepiej płatną, bo najlepiej im w Bazie – miejscu dla młodych aktywistów i aktywistek

Katarzyna Makarowicz: Siedzimy w ogródku przed Bazą. Czyli właściwie gdzie?

Urszula Prussak, szefowa Stowarzyszenia Inclusive.Buzz: Baza to 180 metrów kwadratowych w centrum Warszawy, gdzie spotykają się ludzie, którym się chce. To taki aktywistyczny dom kultury z gastronomią, prowadzony przez Stowarzyszenie Inclusive.Buzz. 

Naszym celem jest wspieranie osób zagrożonych wykluczeniem oraz młodych aktywistów i aktywistek. Nasza przestrzeń jest otwarta i zapraszamy do niej wszystkich, którzy chcą działać na rzecz osób LGBT+, klimatu, migracji, zdrowia psychicznego, zgodnie z wartościami, które są w naszym DNA. W Bazie przy ul. Marszałkowskiej 28 w Warszawie oferujemy im miejsce do planowania swoich działań. Fundacja Chlebem i Solą prowadzi u nas lekcje języka polskiego dla osób z doświadczeniem migracji. Organizacje działające na rzecz uchodźców i uchodźczyń tworzą komediowe improwizowane spektakle charytatywne. Polskie Forum Migracyjne organizowało spotkania psychologiczne „Wyraź się” dla młodzieży z doświadczeniem uchodźstwa. Sami też przygotowujemy własne wydarzenia: wieczorki poetyckie czy warsztaty teatralne. Dużo się dzieje.

Ale spotkania i warsztaty to nie wszystko, można też u Was dobrze zjeść. Dziś na lunch jest curry z fasolką. Kto pracuje w kuchni?

Nasz bar też jest projektem aktywistycznym. To program pierwszej pracy dla osób z doświadczeniem uchodźstwa. Osoby, które z zagranicy przyjeżdżają po raz pierwszy do Warszawy, często przychodzą do nas uzyskać podstawowe informacje, które pozwalają im się odnaleźć w Polsce. Kierujemy je do Polskiego Forum Migracyjnego po wsparcie psychologiczne albo do Stowarzyszenia Interwencji Prawnej po pomoc prawną. Część z tych osób, którym udzieliliśmy pomocy jako info point, u nas została. Dziś pracują z nami w kuchni, przygotowują ofertę lunchową, parzą kawę. Od ponad roku mamy stałych pracowników i pracowniczki z doświadczeniem uchodźczym. I mimo że pewnie w innych knajpach zarobiliby więcej, nie odchodzą stąd. Czują, że są u siebie. 

Czyli chodzi o warunki pracy?

Wiedzą, że nie spotkają się tutaj z dyskryminacją, z rasizmem czy wykluczeniem. Są w pełni ozusowani, ubezpieczeni, związani uczciwą umową. Praca w gastronomii powinna tak wszędzie wyglądać.

Kim są ludzie, którzy stworzyli Bazę?

Masz na myśli białasów? Zaczęło się od mojego pomysłu na aktywistyczne, anarchistyczne miejsce na mapie Warszawy dla ludzi młodych, wkurzonych, buzujących od niezgody na świat. Zaprosiłam do projektu kilkoro przyjaciół, potem dołączyły inne osoby i nagle okazało się, że zainteresowanych tworzeniem miejsca, które walczy o lepszą przyszłość dla młodych i dla migrantów, jest wiele. W Warszawie brakowało takiej tęczowej i wielokulturowej przestrzeni, gdzie każdy i każda może się czuć dobrze, niezależnie od swojego pochodzenia, statusu czy poglądów. 

Urszula Prussak. Fot. Marta Zadykowicz

Wcześniej pracowałam przez 20 lat w radiu jako dziennikarka muzyczna, a potem dyrektorka i p.o. redaktorki naczelnej. Wiem najlepiej, że nawet muzyka może być polityczna. Nie pracuję już w mediach, a z regionalnej rozgłośni polskiego radia zwolnił mnie prezes, były minister w kancelarii śp. Lecha Kaczyńskiego, a potem Andrzeja Dudy. Z powodów politycznych. Wcześniej byłam przez niego wielokrotnie strofowana ze względu na repertuar muzyczny, który dobierałam.

Co mówił?

Kiedyś wziął mnie na dywanik i powiedział „Pani Urszulo, proszę zdjąć tę muzykę afrykańską z naszej anteny, bo ZOO mamy w Warszawie po drugiej stronie Wisły”.

Ta historia utwierdza mnie w przekonaniu, że musimy dalej działać. Stworzyliśmy Bazę w kwietniu 2022 roku. Dziś osoby z różnym pochodzeniem, także z krajów, gdzie robi się tak nielubianą przez mojego byłego szefa „afrykańską muzykę”, starają się o granty na różne swoje działania, a gdy je już uzyskają, realizują je u nas.

Czyli zaczęliście krótko po wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie.

Tak, co oczywiście zmieniło część naszych planów. Na początku chcieliśmy zacząć naszą pracę, aktywizując lokalną młodzież do 25 roku życia. Gdy wybuchła wojna, a my kończyliśmy remont Bazy, wiedzieliśmy, że trzeba zmienić ten kurs. Ruszyliśmy wtedy z projektem wsparcia psychicznego dla młodych uchodźców i uchodźczyń z Ukrainy. Z kolei osoby niebiałe, które także przybyły do Polski z Ukrainy, organizowały u nas wtedy warsztaty afrykańskiego tańca, Refugee Dance Club. Staraliśmy się nie zostawić żadnej grupy w tyle i brać pod uwagę wszystkie grupy osób z doświadczeniem migracji. Wiem, że zdaliśmy ten egzamin.

Osoba uchodźcza przychodzi do Ciebie i chce pracować za barem. Co od niej usłyszysz?

Że potrzebuje tej pracy, żeby żyć. Że chce mieć poczucie sprawczości, że chce poczuć się bezpiecznie. A po czasie usłyszę, że nie chce stąd odchodzić, mimo że w Polsce czuje się coraz lepiej, to żaden pracodawca czy pracodawczyni jej tak podmiotowo nie potraktuje. A co usłyszę od moich polskich pracowników? Oczywiście różnice kulturowe wywołują napięcia. Ktoś się spóźnił, ktoś nie zrozumiał, że jakaś sprawa jest naprawdę ważna. Ale w innym miejscu pracy też będą konflikty, tylko inne. O płace, o hierarchię. Od tego się nie ucieknie tak łatwo. Chcemy być miejscem, które załatwia problemy tego typu w sposób demokratyczny. Pracujemy w możliwie płaskiej strukturze.

Ja z kolei mam świadomość, że nie jestem zwykłą pracodawczynią. Biorę pełną odpowiedzialność za te 10 osób uchodźczych, które zatrudniam. Pilnuję ich dokumentacji, papierów. Może 10 osób to nie jest dużo, ale takie wielkie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych nie wzięło kszty tej odpowiedzialności za 250 tys. osób, którym wydało wizy.

Trzeba też pamiętać, że to nie jest zwykła praca w prywatnym barze. Cały zysk, który wygenerują pracownicy i pracowniczki, wraca do nich, do Bazy. Pozwala im spędzać tu czas, działać, odpoczywać. Ja na tym nie zarabiam, nikt na tym nie zarabia. Dzięki temu Stowarzyszenie może realizować kolejne pomysły z ludźmi i dla ludzi. 

I jak Baza na tym wychodzi finansowo?

Mogłoby być lepiej. Złapaliśmy wakacyjną zadyszkę finansową. Ludzie wyjechali z Warszawy na wakacje i nie przychodzili do nas na lunch, nie wynajmowali naszej przestrzeni. Każda osoba, którą zatrudniamy, ma terminowo wypłacane wynagrodzenie, ale mamy problem z zapłatą za czynsz. Dlatego musieliśmy uruchomić zrzutkę.

Nie chcemy się zamykać, bo uważam, że jesteśmy wyjątkowym miejscem na mapie Warszawy. Mamy świetne plany na następne miesiące i byłaby ogromna szkoda, gdyby nie udało się ich nam zrealizować.

Wzruszyła mnie solidarność, z jaką się spotkaliśmy w tym kryzysowym czasie. Odezwały się do nas zaprzyjaźnione NGOsy, osoby publiczne jak Maja Ostaszewska, mnóstwo gości. Wszystkie te głosy ułożyły się w chóralne „nie możecie zniknąć!”. A ja myślałam, że nikt o nas nie wie, nikt się nami nie interesuje. Usłyszeliśmy, że ludzie kochają nas za standardy, za nasze wartości, za to, że nie idziemy na kompromisy. Współtwórca Bazy, Kris Gorniak, słyszał od ludzi z branży gastronomicznej, że prowadzenie knajpy i odprowadzanie pełnego ZUSu za pracowników i pracowniczki to utopia. Ale my nie umiemy inaczej. Tylko tak jest sprawiedliwie.

Wesprzyj Bazę, żeby nie znikła z mapy Warszawy. Wpłać na zrzutkę >>>

Zrzutka jest otwarta i jeśli ktoś chciałby nas wesprzeć, będziemy bardzo wdzięczni. Można też do nas wpaść na obiad z rodziną, to też dla nas duża pomoc.

Jakie są nastroje przedwyborcze w Bazie?

To my, białasy, bijemy pianę i wściekamy się na tę antyuchodźczą narrację, która ostatnio zdominowała debatę publiczną. Ale wiem też, że bez względu na to, która partia z antymigranckim programem wygra, moim obowiązkiem jest ochrona miejsc pracy dla osób z doświadczeniem migracji w Bazie. Wystarczająco strasznie jest żyć w Polsce, gdzie Młodzież Wszechpolska i podobne jej ugrupowanie w Sejmie rośnie w siłę, i być uchodźcą. Wystarczająco nieprzyjemnie jest być czarnoskórym i wracać po 23 tramwajem do domu w Polsce. Oni to znają z własnych doświadczeń, ja już nie muszę podsycać tego niepokoju historiami o polskiej polityce.

Macie jakąś bazową odtrutkę na tę narrację?

Mamy. Promujemy kampanie motywujące do pójścia na wybory i angażujemy się w działania edukacyjne, żeby tłumaczyć, na czym polega polskie prawo wyborcze. 11 października zorganizowaliśmy „Podwieczorek przedwyborczy”, czyli spotkanie z dziennikarką polityczną, Dominiką Sitnicką, podczas którego mogliśmy się dowiedzieć, jak rozkładają się głosy, jaka jest arytmetyka wyborcza i jak nie wziąć udziału w ustawionym referendum. Chcemy upowszechnić tę wiedzę. Młode osoby mogą mieć braki w tym zakresie, a starsze obawiają się zapytać.

Marzysz o Polsce, w której Baza jest niepotrzebna?

Tylko w idealnej Polsce Baza traci rację bytu. Polsce równościowej, która opiekuje się osobami najbardziej narażonymi na wykluczenie. Ale takiej Polski nigdy nie będzie. Nawet jeśli np. przywrócimy praworządność w Polsce, co z katastrofą klimatyczną? Kryzysy będą zawsze, a my chcemy im zapobiegać na poziomie lokalnym. 

***

Jako Salam Lab jesteśmy częścią wyjątkowego grantu i projektu edukacyjnego EMPATHY (Let’s Empower, Participate and Teach Each Other to Hype Empathy. Challenging discourse about Islam and Muslims in Poland), który zakłada kompleksowe i intersekcjonalne podejście do przeciwdziałania islamofobii w Polsce. Więcej na jego temat przeczytasz na naszej stronie salamlab.pl/empathy.

Projekt jest dofinansowany przez Unię Europejską. Wyrażone poglądy i opinie są jednak wyłącznie poglądami autora_ki lub autorów i nie muszą odzwierciedlać tych zamieszczonych w przepisach Unii Europejskiej lub Komisji Europejskiej. Unia Europejska oraz organ udzielający wsparcia nie mogą ponosić za nie odpowiedzialności.

#



Najnowsze publikacje