Cmentarzyska ubrań białego człowieka. Gdzie trafia znoszona odzież?


Tony gnijącej odzieży piętrzą się, tworząc cuchnące, toksyczne wysypiska. Pochłaniają coraz więcej zielonego krajobrazu i wlewają się powoli do okolicznych domów. Na szczytach stert pasie się bydło, żerują ptaki. Kawałek dalej ocean wyrzuca na brzeg fragmenty tkanin, które przykrywają piaszczyste plaże. Krajobraz z postapokaliptycznego filmu? Nie, to skutki nieodpowiedzialnej działalności światowego przemysłu odzieżowego i bezrefleksyjnych wyborów milionów konsumentów i konsumentek z bogatych krajów

Tak właśnie wygląda przestrzeń wokół Akry, stolicy i największego miasta portowego w Ghanie nad Zatoką Gwinejską w Afryce Zachodniej. Każdego dnia przypływają tu statki z kontenerami pełnymi ubrań już niemodnych. Tutaj nazywa się je „Obroni W’awu” – ubrania białego, martwego człowieka.

Pełne kontenery są jednak szansą na zatrudnienie

Aisza pracuje jako „kayayei”, roznosi ciężkie pakunki ubrań. Pochodzi z pobliskiej wioski. Po tym, jak jej brat przejął należną część spadku po rodzicach, straciła swoje małe gospodarstwo. Przeniosła się do miasta, licząc, że uda jej się tutaj znaleźć pracę. Zarabia 5 dolarów dziennie, chociaż zdarzają się dni, kiedy wraca do domu z pustymi rękami. To ciężka i niebezpieczna praca. Kilkadziesiąt kilogramów ubrań nosi się na głowie. „Boję się, że pewnego dnia nabawię się jakiegoś urazu i nie będę mogła już dłużej pracować. Często miewam bóle pleców, które nie pozwalają mi spać, muszę zażywać lekarstwa” – opowiada kobieta. 

Emmanuel zajmuje się handlem przybywającymi tu towarami. Bywa, że z całego pakunku, który kupuje, nie znając zawartości, uda mu się sprzedać tylko kilka sztuk. Reszta to śmieci, są złej jakości albo po prostu nikt ich tu nie kupi, nie nadają się. Według niego, „w Europie, Australii, Ameryce myślą, przykro mi to mówić, że my nie jesteśmy jak ludzie”. 

Wysypiska

Spośród ładunków przybywających do portu 40% stanowią ubrania nadające się do użycia. „Gdyby wszyscy ci ludzie, myślący, że robią coś dobrego, wysyłając nam niechciane ubrania, zobaczyli, jak to tutaj wygląda, zrozumieliby, że lepiej zająć się problemem na miejscu, a nie wysyłać go tutaj” – dodaje Noi zarządzający gospodarką odpadami w mieście. Każdego dnia 150 ton niechcianych ubrań trafia na wysypiska poza miastem. Syntetyczne materiały potrzebują tysięcy lat, by zniknąć. Takich materiałów zalegają tam setki tysięcy ton. Zanieczyszczają przestrzeń, wodę, glebę i powietrze. Splątane ubrania podczas pory deszczowej powodują zatory cieków wodnych i kanalizacyjnych. Przyczyniają się do roznoszenia chorób. 

Ubrania oddane w dobrej wierze też trafiają na wysypiska. Wiele organizacji  działających na rzecz pożytku publicznego z Europy, w tym Polski, Australii i Stanów Zjednoczonych, sprzedaje używane ubrania do krajów globalnego południa, zysk z ich sprzedaży przeznaczają zwykle na cele charytatywne, ale w większości w krajach pochodzenia. Ważne, aby zwracać uwagę, czy rzeczy oddawane na zbiórki odzieży zostają poddane recyklingowi na terenie kraju, czy też są wysyłane dalej. Przed oddaniem niepotrzebnych przedmiotów na zbiórkę warto upewnić się, jaki będzie ich dalszy los.

A przemysł modowy kwitnie

Handel używanymi ubraniami rozpoczął się w Akrze w 2016 roku, już po 4 latach okoliczne wysypiska nie były w stanie pomieścić więcej. Ta sytuacja to także wyzwanie dla lokalnych, drobnych producentów. Zachodnie ubrania są tak tanie, że tkaniny wytwarzane na miejscu nie mogą z nimi konkurować. Stroje z tradycyjnego batikowego materiału farbowanego z użyciem wosku noszone są już tylko od święta. 

A przemysł modowy nadal kwitnie… i znajduje inne sposoby na jeszcze tańszą i szybszą produkcję. Właśnie w krajach na kontynencie afrykańskim. Kilka wielkich, światowych marek już przeniosło swoje szwalnie do Etiopii, Kenii i RPA. Ich przedstawiciele podają, że dla mieszkanek i mieszkańców to sposób na wyrwanie się z biedy, zastrzyk energii dla gospodarek opartych na rolnictwie. 

Tysięcy ton ubrań lądujących na wysypiskach nie widzą ci, którzy za nie odpowiadają. Powstały krajobraz zanieczyszcza okolicę i powoduje zagrożenie dla zdrowia. Konsumenci i konsumentki z globalnej północy kupują o 60% więcej odzieży niż jeszcze kilkanaście lat temu. Zakupy stały się rozrywką. Miejsca takie jak Akra muszą radzić sobie z konsekwencjami tego wzrostu. Ci, którzy najmniej przyczyniają się do powstania problemu, płacą jego cenę. Sytuacja musi się zmienić. Świadome wybory nas, czyli konsumentów i konsumentek, są częścią tej zmiany. 

Aleksandra Ciemała – arabistka i stażystka Salam Lab.

Źródła: ABC Net, BBC, Borgen Project, Ejatlas, Green Queen, Tfi Global News, UN, Water Witness.



Najnowsze publikacje