Czyny-puzzle. Irańczycy w Warszawie


Dla prawie 2000 osób, które zostały zamordowane na protestach w ostatnich latach, dla ponad 40 dzieci, które znajdują się pośród nich. Dla Beludżystanu, Kurdystanu i Zahedanu. Dla pasażerek i pasażerów cywilnego lotu PS752, którzy nigdy nie dotarli do celu. Dla dziewcząt i kobiet, które przed śmiercią zostały zgwałcone w areszcie. Dla wszystkich ciał pochowane bez pogrzebu. Od Tallahassee w USA, przez Izmir w Turcji, po Christchurch w Nowej Zelandii, w sobotę 19 listopada odbyły się na całym świecie solidarnościowe demonstracje upamiętniające ofiary Islamskiej Republiki Iranu. 

Był tu już jeden od nich

– Jedną z trosk tych ludzi – mówi jeden z uczestników warszawskiego spotkania wskazując na resztę zgromadzenia – jest to, że zabrano im ich szczęście. Popatrz na irański kalendarz. Od pierwszej do ostatniej strony jest tylko smutek. Nie ma ani jednego dnia wolnego przeznaczonego na radość. Tylko święta, podczas których trzeba się smucić. Dlaczego Irańczyk musi jechać na dyskotekę w Turcji, by poczuć się szczęśliwie? 

Mój rozmówca jest podejrzliwy, ostrożnie wybiera słowa. Dokładnie przejrzał najpierw strony Salam Lab i poprosił o mój numer telefonu, na który natychmiast zadzwonił, by sprawdzić, czy wybrzmi głos mojego dzwonka. 

– Był tu już jeden od nich, ale go odkryliśmy i poszedł – tłumaczy. 

Ze zdziwieniem pytam, o kogo chodzi. 

– Starsi Irańczycy, którzy są tu od dawna już kojarzą tych z ambasady – ucina.

„Jedyne, czego nie mamy w Iranie, to wolność”

W tle słyszymy Michała, Irańczyka w Polsce, który przez mikrofon zapowiada, że teraz posłuchamy hymnu Iranu. Podkreśla, że chodzi o hymn Iranu, nie Islamskiej Republiki.

Rozbrzmiewają marszowe, krzepiące werble. To „Ey Iran” – patriotyczna pieśń wykorzystywana często jako nieoficjalny hymn, dużo bardziej laicki od formalnego odpowiednika. Tłum tężeje i poważnieje. Niektórzy stają na baczność, inni kładą dłoń na piersi. Ponad nim powiewają flagi emblematem szir-o horszid – lwem i słońcem – symbolem Iranu, wykluczonym z użycia przez islamskie władze. Po rewolucji islamskiej zastąpiły złotego lwa na tle słońca stylizowanym napisem „Allah”.  Trzymający flagi na pierwsze słowa hymnu zaczynają gorliwie nimi machać. 

„Och, Iranie! Kraju pełen skarbów!
Och, twoja ziemia jest źródłem sztuki
Niech z dala od ciebie będą złe myśli
Bądź nieprzemijający i wieczny
Wrogu, jeśli jesteś kamieniem, ja jestem ze stali
Życie poświęcam czystej ziemi mej ojczyzny”

Mój rozmówca kontynuuje:

– Chcielibyśmy, żeby Polska wstawiła się za Irańczykami. Wzięła naszą stronę. Stronę tych, którzy stracili swoich bliskich walczących o wolność. To moje ostatnie słowa: jedyne, czego nie mamy w Iranie, to wolność. 

Ma bardzo smutne oczy i poirytowany wyraz twarzy, gdy je wypowiada. Pytam go o jego podejrzliwość, i czy się boi. Przybiera waleczną minę i mówi, że ani trochę.

Kobieta, życie, wolność

Do demonstracji dołączają się bębniarze, co natychmiast zmienia nastrój z podniosłego i zmartwionego na stanowczy i bojowy. Każde „say her name” – wypowiedz jej imię, „żin, żian, azadi” – kobieta, życie, wolność i okazjonalne „marg bar diktator” – śmierć dyktatorowi, jest teraz głośne i tętniące. Spacerujący po Krakowskim Przedmieściu turyści przyglądają się, robią zdjęcia i tłumaczą sobie nawzajem, o co chodzi.

Iranki i Irańczycy stoją w półkolu obok Bramy Głównej Uniwersytetu Warszawskiego. Przed nimi kartony i ulotki. Zdjęcie podających sobie dłonie Putina i Chameneiego – najwyższego przywódcy Iranu. Twarze obydwu są przekreślone czerwonym markerem, poniżej podpis: „Irański naród jest z Ukrainą, nie wspieramy naszej władzy”.

Zdjęcia niektórych z ofiar ostatnich miesięcy: Żiny Amini, Niki Szakarami, Mehrszada Szahidiego, Kiana Pirfalaka. Ostatniego z nich, 10-letniego Kiana, zamordowano zaledwie trzy dni wcześniej. Fotografie zabitych pasażerek i pasażerów lotu PS752, który został omyłkowo zestrzelony przez jedną z gałęzi sił zbrojnych Iranu, Korpus Strażników Rewolucji, w styczniu 2020 r. Pośród ofiar znajduje się Parisa Egbalian i Rira Esmailiun – żona i córka Hameda Esmailiuna, pisarza i aktywisty, który po śmierci swoich najbliższych stworzył Stowarzyszenie Rodzin Ofiar Lotu PS752. Organizacja koordynuje odbywające się tego dnia ogólnoświatowe demonstracje solidarnościowe. Na ziemi przed zebranymi leży jedyna flaga Islamskiej Republiki Iranu na tej demonstracji. Cała jej powierzchnia wypełniona jest wypisanymi czarnym markerem nazwiskami ofiar reżimu.

„Sułtan serc”

Z głośników zaczyna wybrzmiewać inna, znana wszystkim zgromadzonym melodia. Charakterystyczne, orkiestralne wprowadzenie brzmi monumentalnie i melancholijnie. To jednak nie hymn czy pieśń patriotyczna, a pochodząca z lat 70. piosenka filmowa „Soltan-e Galb-ha” – „Sułtan serc”:

„Jedno serce mówi: odejdź, odejdź
Drugie: zostań, zostań
Traci cierpliwość me serce
Co mam począć bez ciebie?”

Zgromadzone Iranki i Irańczycy przejmująco śpiewają słowa smutku i tęsknoty. Nie chodzi jednak o niespełnioną miłość, o której być może jest piosenka. Ten sam utwór na słynnym nagraniu radośnie śpiewała szesnastoletnia Nika Szakarami. Film z jej wykonaniem stał się znany, gdy Nika, po której słuch zaginął podczas jednego z wrześniowych protestów, została znaleziona dziesięć dni później martwa w kostnicy jednego z teherańskich aresztów. Przez ten czas była więziona i torturowana przez Korpus Strażników Rewolucji.

Jej rodzina była zastraszana, by nie nagłośnili sprawy. Chcieli pochować ją w dniu jej 17. urodzin. Siły rządowe zmusiły jednak rodzinę Niki do powstrzymania się od organizacji pogrzebu. Korpus pochował Nikę bez pogrzebu, 40 kilometrów od jej rodzinnej miejscowości. Podczas ceremonii, 40. dnia od jej śmierci, matka Niki powiedziała: „Na zawsze będę w agonii przez twoje cierpienie, ale cię kocham. Gdy widzę, że to nieskalane ziarno twojej myśli – wolność, odwaga i honor – rozkwita w sercach innych bliskich, jestem szczęśliwa i wdzięczna”. 

Jak sprzedawcy owoców

„Soltan-e Ghalba” dobiega końca. Jest kilka stopni na minusie i prawie zupełnie ciemno. Zgromadzeni przestępują z nogi na nogę, obejmują się ramionami. Jednemu z uczestników jest zimno. Ktoś w tłumie zdejmuje swój płaszcz i mu go oferuje, za co ten dziękuje i uprzejmie odmawia. Stoję obok młodego Irańczyka w cienkiej kurtce. Donośnie i żywo krzyczał przez megafon każde hasło. Śmiejemy się serdecznie, że brzmi zupełnie jak furgonetkowi sprzedawcy owoców w Iranie, którzy właśnie za pomocą megafonów ogłaszają swój przyjazd. Na środek wychodzi kobieta w szerokiej sukni. Zaczyna tańczyć. Tańczy powoli i kiedy się kręci, wygląda jak wirujący derwisz. Stojący obok fotografowie błyskają fleszami, gdy tylko zaczyna się obracać.

Rozmawiam z Negar, jedną z uczestniczek.

– Jak Polska może wam pomóc? – zadaję to pytanie często, bo widzę w Polakach i Polkach dużo chęci pomocy.

– Nie milczeć – przerywa na krótką chwilę, bierze głęboki wdech. – Nikt w Iranie nie oczekuje interwencji wojskowej. Polska może wydalić ambasadorów i ich rodziny z kraju. Wywierać presję na Republice Islamskiej, żeby nie sprzedawała dronów Rosji. Od wielu lat opozycja irańska mówi, że ten reżim jest zagrożeniem nie tylko dla Irańczyków, ale dla całego świata. Sieją wojnę w całym regionie. A teraz też w Europie. To zagrożenie jest teraz blisko. Części do irańskich dronów są produkowane między innymi w Polsce, czy Stanach Zjednoczonych. Jak one trafiły do Iranu? Zerwanie relacji, zerwanie negocjacji, nieuznawanie ich za prawdziwą władzę. Przyznanie, że to, co się dzieje w Iranie, to rewolucja – to może zrobić Polska.

Obserwowani

Pytam ją o podejrzliwość mojego poprzedniego rozmówcy. 

– Ja też jestem podejrzliwa w stosunku do ciebie – odpowiada z nerwowym i uprzejmym uśmiechem. Wystarczy poczytać, co robił dotąd reżim islamski. Z łatwością zabija ludzi, ma szpiegów. Nic ich nie powstrzyma. W latach 80. zabili wielu swoich przeciwników w Niemczech i innych krajach. Trzeba o siebie dbać, ale ja, jako Iranka mam jeden cel: walkę o wolność w moim kraju. Nie widzę żadnej różnicy pomiędzy mną a Niką, Sariną albo Mahsą. Jeśli one były gotowe oddać swoje życie, ja też jestem. Mamy wspólny cel i wiemy, że inaczej nie da się go osiągnąć.

– Myślisz, że teraz władze irańskie infiltrują takie wydarzenia, jak to?

– Oczywiście, że tak. Wszędzie, gdzie są Irańczycy, są też oni. Postawieni w gotowości, śledzą nasze postępowania. Myślę, że gdyby chcieli się dowiedzieć, kim jesteśmy, nie byłoby to trudne. W Warszawie jest bardzo dużo Irańczyków, dużo więcej niż widać na protestach. Część z nich jest powiązana z ambasadą. 

– Boisz się? 

– Boję się o rodzinę, bliskich. O swoje życie też. Ale myślę, że to jest cena wolności. Wszyscy wiedzieliśmy, że ajatollahowie nie oddadzą nam kraju ot tak. Jak każdy człowiek kocham swoje życie. Walczę, by go nie stracić, ale jestem świadoma zagrożenia. 

– Czego Polki i Polacy nie rozumieją o Iranie?

– Popatrz, jak dziwna i ciekawa jest kultura irańska. Pomimo wszystkich ran, które zadano Irankom i Irańczykom, druzgocących warunków ekonomicznych, gospodarczego zepsucia, nie usłyszysz na proteście ani jednego sloganu ekonomicznego. Wyszliśmy na ulice za prawa człowieka. Chcę, by opinia publiczna odróżniała Iran od Republiki Islamskiej. Reżim, od kiedy jest u władzy, stara się pokazać, że Iranki i Irańczycy są fanatykami o zupełnie odmiennej, islamskiej kulturze. To nie jest prawda. 

Przypominają mi się słowa Farida, z którym rozmawiałem na ten temat kilka tygodni wcześniej: „Czterdzieści lat rządów władzy islamskiej zrobiło z nas wszystkich niewierzących”.

Narzucony hidżab

– Kultura perska jest bardzo bogata – kontynuuje Negar. – Hidżab wcale nie jest jej częścią. A to, że kobiety walczą teraz o swoje prawa, nie znaczy, wbrew temu co mówi reżim, że nie mają wsparcia mężczyzn. Większość zabitych to mężczyźni. Nasi bracia, walczą razem z nami, kobietami. Nie miałyśmy problemu z naszymi mężczyznami. Miałyśmy problem z władzą. Teraz widzimy, że mężczyźni są gotowi oddać swoje życia za prawa kobiet. Chciałabym, by Polska wiedziała i efektywnie reagowała na to, że dzieci są zabijane, że kobiety są gwałcone w aresztach.

Na naszych protestach byli dziennikarze, ale potem nie wiedzieliśmy nic w mediach na ten temat. Wiem, że to nie jest priorytet dla Polski, ale to rozczarowujące. Biorąc pod uwagę to, co dzieje się teraz w Ukrainie, warto pomyśleć o Republice Islamskiej jako wspólnym wrogu. Już nie można przebaczać. Już nie można liczyć, że się zmienią. Nie ma w Iranie merytokracji. U władzy jest garść nieuków, którzy nie mają wiedzy, umiejętności, doświadczenia. Niszczą nasz kraj, bo nie potrafią go strzec. Kompetentni ludzie uciekają, albo są zabijani czy więzieni. Z więźniów samego tylko Ewinu* można złożyć rzetelny rząd. Hosein Ronagi** tam się teraz znajduje. Jest w tragicznych warunkach, prowadzi strajk głodowy. Pamiętam jego słowa: „Ja też bym chciał żyć wygodnie, nie mieć zmartwień, nie myśleć o tym. Ale nie mogę”. 

Role-puzzle

– Czujesz potrzebę powrotu do Iranu, by móc zaangażować się bezpośrednio, pomóc ludziom na ulicy?

– W takim okresie każde z nas myśli o ludziach na ulicy w Teheranie, Mahabadzie, Bukanie. Wiemy, że mają bardzo ciężko. Reżim stosuje wobec nich represje, używa ostrej amunicji. Wiem, że ryzyko, które ja podejmuję jest o wiele mniejsze od tego, które musi zaakceptować Irańczyk, przed wyjściem na ulicę. Jestem realistką. Jestem teraz tutaj, mieszkam od kilku lat w Polsce. Znam język na tyle, by informować ludzi o tym, co się dzieje. Ja też mogę mieć swój wpływ. Biorąc pod uwagę to, gdzie jestem, mogę działać w określony sposób. Może gdyby nie było nas teraz w Polsce, nikt by nie słyszał o tym, co się dzieje w Iranie. To jak puzzle. Każdy ma swoją rolę, swój kawałek, z których koniec końców układamy obraz wolnego Iranu. 

Długo myślę o jej słowach o puzzlach. Chciałbym, by każdy dostrzegał swój kawałek, niezależnie od tego, jak drobny się wydaje. Im mniejszy jest, tym łatwiej go przegapić. A wszystkie są kluczowe i każdy konieczny do uzyskania kompletnego, trwałego i cieszącego oko pejzażu z okładki.

Elias Smurzyński – student iranistyki i prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim. Fan prawa karnego, boksu tajskiego i dziennikarstwa gonzo. 

* Więzienie Ewin – znajdujące się w Teheranie więzienie. Od lat 70. zamykani są w nim więźniowie polityczni, studenci i intelektualiści. Jedno z jego skrzydeł jest z tego powodu nazywane „Uniwersytetem Ewin”.

**Hosein Ronaghi – irański aktywista i działacz na rzecz praw człowieka, trzykrotnie aresztowany za sprzeciwianie się władzy, ostatni raz 24 września. Został wtedy osadzony w więzieniu Ewin, gdzie był torturowany – m. in. złamano mu obie nogi. Mimo tragicznego stanu zdrowia znajduje się wciąż w więzieniu.

***

Jako Salam Lab jesteśmy częścią wyjątkowego grantu i projektu edukacyjnego EMPATHY (Let’s Empower, Participate and Teach Each Other to Hype Empathy. Challenging discourse about Islam and Muslims in Poland), który zakłada kompleksowe i intersekcjonalne podejście do przeciwdziałania islamofobii w Polsce. Więcej na jego temat przeczytasz na naszej stronie salamlab.pl/empathy.

Projekt jest dofinansowany przez Unię Europejską. Wyrażone poglądy i opinie są jednak wyłącznie poglądami autora_ki lub autorów i nie muszą odzwierciedlać tych zamieszczonych w przepisach Unii Europejskiej lub Komisji Europejskiej. Unia Europejska oraz organ udzielający wsparcia nie mogą ponosić za nie odpowiedzialności. 




Najnowsze publikacje