Dobranocki z Palestyny. Jak o seksie mówią Arabki, a jak Polki?

Ameera Anna Ibrahim


„To właśnie mój tata, Palestyńczyk, przeprowadził ze mną uświadamiającą rozmowę. Podszedł do tego bardzo medycznie, jak to lekarz. Mama, Polka, czuła się mniej swobodnie”. Rozmawiamy z seksuolożką i Polką o pochodzeniu palestyńskim 

Przypominamy rozmowę opublikowaną 19.06.2023 r.

Katarzyna Makarowicz: Udało się Pani odwiedzić kiedyś Palestynę?

Ameera Anna Ibrahim: Raz. Miałam 18 lat i pojechałam sama. Byłam tam w ramach polskiej wycieczki, ale ze względu na moje arabsko brzmiące imię i nazwisko zostałam zatrzymana na granicy, na przejściu w Eljacie. Już na etapie kupowania tej wycieczki ostrzegano mnie, że mogę mieć na granicy problemy. Uznałam jednak, że przecież mam polski paszport, więc nic mi nie grozi. Cała polska grupa przekroczyła bezpiecznie granicę, a ja zostałam ze strażnikami i doświadczyłam ułamka tego, co Palestyńczycy i Palestynki przeżywają codziennie na swoich ziemiach.

Piszemy dla Ciebie, dzięki Tobie

W obliczu rosnącej migracji ludności spowodowanej zmianami klimatycznymi, konfliktami zbrojnymi i czystkami etnicznymi, zapewnienie dostępu do rzetelnych informacji jest teraz bardziej istotne niż kiedykolwiek wcześniej. Nasze dziennikarstwo w Salam Lab jest konstruktywne, inkluzywne i wolne od uprzedzeń. Dostarczamy różnorodne perspektywy, wykraczając poza główny nurt mediów, bez wpływu korporacji czy powiązań politycznych.

Jesteśmy całkowicie niezależną redakcją. Wasze wsparcie stanowi fundament naszej działalności. Każda wpłata pomaga nam kontynuować naszą misję dostarczania rzetelnych informacji. Dziękujemy za każdy wkład, który pomaga nam zachować niezależność.

Przesłuchiwali Panią?

Przez trzy godziny. Z początku ta sytuacja wydawała mi się tak absurdalna, że aż mnie trochę bawiła. Gdy jednak izraelscy strażnicy graniczni zabrali wszystkie moje dokumenty i telefon, zaczęłam czuć się bardzo nieswojo. Trzech różnych strażników wypytywało mnie przez kolejne godziny. Nikt nigdy nie powiedział mi tylu nieprzyjemnych rzeczy. Pytali mnie o wszystko: od tego, jaką religię wyznaję, co robi moja rodzina i gdzie przebywa, aż po to, co robię w wolnym czasie. To było upokarzające. Słyszałam od nich, że nie ma takiego kraju jak Palestyna i nigdy nie będzie, że to od nich zależy, czy mnie przepuszczą, i co się ze mną teraz stanie. Dawali mi do zrozumienia, że jestem na ich łasce i niełasce. Byli agresywni, odebrali mi zupełnie poczucie bezpieczeństwa. Co to w ogóle miało znaczyć, że „ja od nich zależę”? W jakim sensie? Przecież ja tylko chciałam przekroczyć granicę.

Dziś patrzę na to z perspektywy psychoterapeutki i trudno jest mi na zimno myśleć o tym, w jak trudnej sytuacji emocjonalnej i pod jaką presją psychologiczną żyją Palestyńczycy i Palestynki. Poza codziennym zagrożeniem zdrowia i życia, oczywiście. 

Tamci strażnicy byli przede wszystkim rozwścieczeni, że swobodnie używam nazwy „Palestyna”, nazwy ojczyzny mojego ojca. Pytali, kto mnie tego nauczył. Po trzech godzinach strażniczka, trzymając mi przed nosem moje dokumenty, powiedziała do mnie: „to teraz mi głośno i wyraźnie powiedz, do jakiego kraju wjeżdżasz”.

I co Pani powiedziała?

Bardzo mi zależało, żeby tam wjechać, żeby chociaż raz w życiu zobaczyć miejsce, w którym urodził się mój tata. Musiałam zdecydować, czy ważniejsze jest, żeby zobaczyć Palestynę, opowiedzieć o niej mojej rodzinie, zrobić zdjęcia miejscom, które być może pamiętają, czy otrzymać decyzję o odmowie wjazdu. Strażnicy byli na tyle uprzejmi, że poinformowali mnie, że w wypadku cofnięcia z granicy pieczątka wbita do mojego paszportu nie pozwoli mi już nigdy tam wjechać. Pomyślałam wtedy, że najważniejsze jest to, że sama wiem, że za granicą czeka na mnie Palestyna. Więc powiedziałam, że wjeżdżam do Izraela. 

Strażniczka uśmiechnęła się do mnie i odparła „no widzisz, jak można się ładnie nauczyć geografii?”. Wpuścili mnie. Na miejscu czułam się jak w domu. Do Polski przywiozłam pamiątki z flagą Palestyny, które dostałam od palestyńskiego przewodnika. 

Zabrałam też grudkę ziemi i zawiozłam na grób taty, który leży na cmentarzu muzułmańskim obok warszawskich Powązek. Chciałam żeby miał tutaj kawałek swojej ojczyzny.

Jak znalazł się w Polsce? 

Przyjechał do Łodzi do studium, gdzie uczył się intensywnie języka polskiego. Mama, Polka, też tam studiowała. Potem, gdy tata już płynnie mówił po polsku, wyjechał na Akademię Medyczną do Białegostoku, gdzie zdobył wykształcenie lekarskie. Jakiś czas po ślubie, który odbył się w dwóch obrządkach religijnych muzułmańskim i chrześcijańskim, rodzice chcieli z Polski wyjechać. Dlatego też moje dwie starsze siostry posłali do szkoły arabskiej w Warszawie, żeby nauczyły się dobrze języka. Gdy urodziłam się ja, pomysł już porzucili, więc poszłam do zwykłej, polskiej szkoły.

W domu zawsze toczyły się otwarte rozmowy o tych dwóch kręgach kulturowych. Tata przygotowywał święta muzułmańskie, mama katolickie, i obchodziliśmy je wspólnie. Nie było zgrzytów. Tata siadał z nami też zawsze do śniadania Wielkanocnego, mimo że te święta być może najbardziej uwydatniają różnice między islamem i chrześcijaństwem. W końcu dla muzułmanów i muzułmanek Jezus nie jest Bogiem, jest prorokiem. Dla taty to nie było łatwe, ale nigdy tego nie krytykował.

Nasze ciotki dzwoniły do nas z Bliskiego Wschodu na święta Bożego Narodzenia z życzeniami. Pamiętały. Mama nigdy też nie musiała stawać przed dylematem czy powinna dokonać konwersji na islam. Tata zawsze powtarzał, że można kogoś przekonać do swojej wiary wyłącznie dzięki własnemu świadectwu. Konwersja z przymusu to nigdy nie jest prawdziwe życie w islamie.

Z zawodu jest Pani psychoterapeutką i seksuolożką. Czy w Pani domu mówiło się otwarcie o sprawach intymnych?

Duża część mojej rodziny mieszka w Emiratach Arabskich i to właśnie ten kraj kojarzy mi się z wakacjami u dziadków, z dzieciństwem. Od zawsze miałam okazję przysłuchiwać się rozmowom moich ciotek – otwartych, emocjonalnych, ciepłych kobiet, które omawiały dużo spraw tradycyjnie uznawanych za tabu. Rozmawiały o cielesności, dbaniu o siebie, ciele zmieniającym się wraz z wiekiem.

Seks? To często tabu dla Polaków. Gdy Polki rozmawiają o seksie we własnym gronie, czuć opór i duży wstyd. Arabki inaczej – między sobą dzielą się sposobami na osiągnięcie przyjemności seksualnej przez partnera i przez nie same. Bardziej doświadczone seksualnie kobiety przekazują rady młodszym.  

Zresztą tej otwartości na tematy tabuizowane w polskiej kulturze mamę w dużej mierze nauczył mój tata.

Pani tata, mężczyzna?

Tak! Mimo że mama jest psycholożką, a tata lekarzem, to mama nie raz mówiła mi, że to dzięki niemu umie dziś mówić otwarcie o tematach tabu.

Nawiasem mówiąc, to właśnie tata przeprowadził ze mną uświadamiającą rozmowę. Podszedł wprawdzie do tego bardzo medycznie, jak to lekarz, wytłumaczył, na czym polega seks i rozmnażanie się. Podkreślał też, że na to wszystko jest dla mnie jeszcze zdecydowanie za wcześnie, ale wiedzieć już powinnam. Mama była wówczas skrępowana, więc uznała, że tata lepiej sobie z tym poradzi. Chyba się wstydziła, choć dziś otwarcie rozmawiamy na te tematy.

Jak o seksie mówią Arabowie i Arabki?

Tam z jednej strony czeka się z seksem do ślubu, ale też się o nim dużo rozmawia. Bo wiadomo – to, co zabronione można chociaż obgadać. Zakaz seksu przed ślubem jest inny niż ten zakaz, który znamy z naszego kręgu kultury chrześcijańskiej. 

U nas seksualność i przyjemność z seksu utożsamiana jest z grzechem. Tam do ślubu może i jest podobnie, ale po ślubie – hulaj dusza, piekła nie ma. Seks ma sprawiać przyjemność, można go uprawiać dużo i w różny sposób – i nie tylko po to, by rodziły się później dzieci. Arabskie kobiety mają prawo do swojej przyjemności i do swojego życia intymnego.

W mojej pracy w gabinecie często rozmawiamy na temat poczucia winy, grzeszności i nieczystości, które wiążą się z doświadczeniami seksualnymi kobiet. Rozpracowujemy przekonania o plugawości seksu. W naszym kręgu kulturowym bardzo duża część pracy seksuolożki polega na pokazywaniu, że nasze podejście do współżycia jest bardzo silnie związane z chrześcijańskim poczuciem winy. Żeby w pełni zrozumieć emocje, z którymi przychodzą do mnie pacjenci czy pacjentki, czasem konsultuję się z księdzem. Chcę być kompetentna w tych sprawach na tyle, żeby móc pomóc osobom, które trafiły do mojego gabinetu.

Zresztą nierzadko po konsultacjach z księdzem okazuje się, że wiele z obaw, którymi dzielą się ze mną pacjenci, nie ma nic wspólnego z wykładnią Kościoła, np. z dopuszczaniem wyłącznie jednej pozycji w seksie. To nadinterpretacja, która może być przekazywana z pokolenie na pokolenie. A przecież wiara w grzeszność seksu nie prowadzi tylko do poczucia winy – może skutkować też dolegliwościami bólowymi podczas stosunku! 

Piszemy dla Ciebie, dzięki Tobie

W obliczu rosnących migracji spowodowanymi zmianami klimatycznymi, konfliktami zbrojnymi i czystkami etnicznymi, zapewnienie dostępu do rzetelnych informacji staje się kluczowym wyzwaniem. Nasze dziennikarstwo w Salam Lab jest konstruktywne, inkluzywne i wolne od uprzedzeń. Dostarczamy różnorodne perspektywy, wykraczając poza główny nurt mediów, bez wpływu korporacji czy powiązań politycznych.

Nasze działania zależą od Twojego wsparcia. Każda złotówka pomaga nam kontynuować misję dostarczania rzetelnych informacji. Twój wkład to klucz do naszej niezależności.

To nie oznacza, że Arabowie i Arabki nie mają swoich problemów w sypialni. W ich przypadku problemy z osiąganiem przyjemności czy dolegliwościami bólowymi mogą wynikać z tego, że ci ludzie mają mało doświadczeń seksualnych przed ślubem. Biorą ślub, mają wyobrażenie, że w łóżku będą się czuli świetnie, ale spotyka ich rozczarowanie. W końcu we wszystkim trzeba treningu, także w seksie! Z kolei w Polsce jest nie tylko większe przyzwolenie na uprawianie seksu przed ślubem, ale też więcej do tego okazji. Podsumowując, w krajach arabskich mamy mało praktyki, a potem duży zawód; w naszym kręgu kulturowym – więcej praktyki, ale trudności z przezwyciężeniem poczucia winy.

Pani ojciec musiał zrozumieć i zaakceptować wiele różnic, które dzielą nasze kultury.

Tak, ale nie sprawiło mu to trudności. Migracja w jego życiu pojawiła się zresztą bardzo wcześnie. Miał ok. sześć lat, gdy jego ojciec zdecydował, że ze względu na okupację Palestyny muszą wyjechać z kraju. Początkowo podróżowali po całej Zatoce w poszukiwaniu bezpiecznego schronienia, aż dotarli do Emiratów Arabskich, gdzie osiedli na stałe. 

Ale mimo opuszczenia ojczyzny, Palestyna i jej historia istniała w naszej rodzinie od zawsze. Przy stole w naszym rodzinnym domu w Warszawie toczyły się spory wokół izraelskiej okupacji, oglądaliśmy al-Jazeerę. Dziadek był bardzo związany ze swoją ojczyzną. Mimo że mało o tym mówił, wiem, że mocno przeżył swoje uchodźstwo. Do końca życia nie chciał się zrzec swojego paszportu uchodźczego.

Czy Pani dziadek przeżył Nakbę – przymusowe wysiedlenia ludności Palestyńskiej sprzed 75 lat?

Tak, ale nie lubił o tym opowiadać. Dziadek był mężczyzną swoich czasów, nauczony, że pewnych ran się nie rozdrapuje. Więcej o tamtych czasach wiem od taty. Ojciec miał w ogóle taki zwyczaj, że wieczorami opowiadał mi historie z Palestyny na dobranoc. Za każdym razem dodawał rozdział do swojej opowieści. Przedstawiał nam ją jako przyjazny, zielony kraj, pełen dobrych ludzi. Dziadek miał w sobie do Palestyny więcej żalu i pewnie do końca życia wyrzucał sobie, że ją opuścił.

Dziadek był ofiarą Nakby. Mój tata urodził się już w obozie dla uchodźców, po przesiedleniu. To rodzinne, traumatyczne przeżycie. W swoich dobranockach tata malował ten obóz jako dobre miejsce z dzieciństwa. Ale relacje ciotek, które o to spytałam jako starsza osoba, już tego nie potwierdzają: ciotki mówiły o nagrzewających się od słońca barakach i o braku odpowiedniej opieki zdrowotnej.

Tak to chyba czasem jest z trudnymi wspomnieniami. Można je podkolorować, jak mój ojciec, albo wyprzeć, jak dziadek. Siostra mojej prababci, Polka, też nie lubiła rozmawiać o Powstaniu Warszawskim, albo mówiła, że nie miała wyboru, żeby nie walczyć i dlatego nie można jej działań nazwać heroicznymi.

Jest Pani spadkobierczynią dwóch narodów, które mają w swojej historii traumatyczne przeżycia. 

Tak. I Polska, i Palestyna były w swojej najnowszej historii pod okupacją, która położyła się cieniem na historii krajów. Oba narody mają w sobie dużo buntu i niezgody na to, co się wydarzyło, oba walczyły. Okupacja Palestyny trwa. Marzę, żeby kiedyś ją odwiedzić i doświadczyć ją taką, jaką była kiedyś.

Ameera Anna Ibrahim – seksuolożka, psycholożka i psychoterapeutka.


Jako Salam Lab jesteśmy częścią wyjątkowego grantu i projektu edukacyjnego EMPATHY (Let’s Empower, Participate and Teach Each Other to Hype Empathy. Challenging discourse about Islam and Muslims in Poland), który zakłada kompleksowe i intersekcjonalne podejście do przeciwdziałania islamofobii w Polsce. Więcej na jego temat przeczytasz na naszej stronie salamlab.pl/empathy.

Projekt jest dofinansowany przez Unię Europejską. Wyrażone poglądy i opinie są jednak wyłącznie poglądami autora_ki lub autorów i nie muszą odzwierciedlać tych zamieszczonych w przepisach Unii Europejskiej lub Komisji Europejskiej. Unia Europejska oraz organ udzielający wsparcia nie mogą ponosić za nie odpowiedzialności.



Najnowsze publikacje