Skip to content Skip to footer

Gdy Tanzania była domem dla Polaków

O wiosce Tengeru w północnej Tanzanii, leżącej nieco ponad 100 kilometrów od Kilimandżaro, trudno znaleźć informację w podręcznikach do historii. Tymczasem dla tysięcy Polaków stała się ona w trakcie i po II Wojnie Światowej ostoją po długiej tułaczce z Syberii. Między 1942 i 1950 rokiem znajdował się tam największy obóz dla polskich uchodźców w Afryce. Według dokumentów zgromadzonych w IPN w 1946 przebywało tam nawet 4 tysiące osób, a w obozie rozwijało się życie kulturalne i religijne, działały zakłady usługowe, szkoły, szpitale, dom dziecka i dom starców [2].

„Obóz nasz zamieszkiwało ponad 500 rodzin polskich. Było to już pokaźne małe polskie państewko. Na tle naszych domków z daleka wyróżniały się większe budynki. Był to szpital i szkoła. Był też sierociniec, który prowadziły zakonnice. (…) Dzieci miały tu zapewnioną dobrą opiekę, wyżywienie, ubiór i szkołę. Było ich ponad 50 z różnych miast Polski” – wspomina Anastazja Kumoter, która w Tengeru przebywała przez siedem lat: od 1942 do 1949 [1]. 

Droga na wschód

Historia Anastazji, tak podobna do wielu innych, jest też — jak każda z nich — wyjątkowa. Straciła męża, Stefana, jeszcze we wrześniu 1939 roku. Został internowany w Ostaszkowie — o czym dowiedziała się z kartki od niego 29 grudnia. Wiosną kolejnego roku został zamordowany przez NKWD w Twerze, ale Anastazja dowiedziała się o tym dużo później. Sama też stanęła przed żołnierzami NKWD 13 kwietnia 1940 roku, ale wtedy ich rozkazy było inne. Po rewizji domu Kumoterów nakazali Anastazji spakować się w bagaż do 32 kilogramów i zapakować na furmankę. Śmiali się, że pojedzie do męża. Co można spakować, będąc ponaglanym przez żołnierzy w karabinach, bez wiedzy dokąd się trafi?

Stanęłam bezradnie, płacząc. Eskortujący mnie żołnierz podpowiedział, bym wzięła bieliznę, pościel, ubranie ciepłe i żywność. (…) Robiłam to wszystko jak automat. W rezultacie wzięłam ze sobą pościel, dwie poduszki i ciepłą kołdrę, koc, ciepłe ubrania, jak mi doradził ten żołnierz, i żywność. Zabrałam 20 kilogramów pszennej mąki, litr miodu, jeden chleb, trochę herbaty, cukru, prymus i litr nafty”.

Wspomnienia Anastazji Kumoter [1]

Zanim pociąg towarowy, w którym została zamknięta razem z innymi rodzinami policjantów i wojskowych z Dubna ruszył na wschód, czekali na rampie dwa dni. Następnie spędzili kilkanaście dni mozolnej jazdy bez jedzenia z zewnątrz, wody do mycia czy ogrzewania, aż dotarli do Kazachstanu, gdzie kolejne miesiące Anastazja spędziła w kołchozie Woroszyłow. Wyrabiała cegły, plewiła chwasty, mieliła zboża — po kilka godzin dziennie, bez jedzenia i bez żadnej zapłaty. Zmiana na sowchoz Makansówka nie okazała się lepsza, ale ostatecznie udało się jej dowiedzieć o tworzonej na ziemiach sowieckich armii polskiej. Zbieg okoliczności, desperacja, podstęp — i znalazła się wśród osób, które ambasada polska nakazała władzom kołchozu i sowchozu zwolnić i dostarczyć do placówki [1].

Wspieraj dziennikarstwo pokoju, wspieraj Salam Lab>>

Miesiąc zajęło całej grupie dotarcie do miejscowości Kagan w Uzbekistanie. Tym razem w wagonach towarowych były piece do ogrzewania, a po drodze dało się kupić owoce i warzywa. Anastazja, odzwyczajona od surowego jedzenia, o mało nie przypłaciła zjedzenia ich życiem. Wreszcie jednak odnalazła polskie wojsko i razem z nim opuściła ZSRR. Nie skończyła się jednak jej podróż — z Uzbekistanu trafiła do Teheranu, stamtąd do Karaczi w Indiach (obecnie w Pakistanie), a stamtąd do portu Tanganika w dzisiejszej Tanzanii. To był już przedostatni przystanek — następnym, i już ostatnim na kolejne lata, stał się obóz w Tengeru [1].

Bezpieczna przystań w Afryce

Kazimierz Majewski, jeden z bohaterów filmu dokumentalnego „Afryka mojego dzieciństwa”, opowiada: „Nie to, żeśmy się bali, tylko nikt nie mógł sobie wyobrazić tej Afryki. Jak się żyje w tej Afryce? Gdzie będziemy mieszkać? A język? (…) A ludzie inni?” [3].

Polacy w Afryce zostali rozlokowani w różnych ówczesnych koloniach brytyjskich. W porozumieniu z gubernatorami Tanganiki, Kenii, Ugandy oraz Nyasy rząd Wielkiej Brytanii zgodził się na przyjęcie polskich uchodźców na czas wojny. Pierwsza grupa trafiła do portu Tanga w Tanganice 27 sierpnia 1942 roku, następna niecały miesiąc później i tak przez kolejne lata. Obozy dla Polaków utworzono także w Morogora, Kondoa, Ifundzie i Kidugali w Tanganice czy Masindi w Ugandzie [2].

Czy Europa to jedyny cel dla uchodźców w XXI wieku? Czytaj na Salam Lab>>

Co widziała Anastazja, jej sąsiadki z Dubna i inne polskie rodziny, które trafiły do Tengeru? Okrągłe domki z jednym oknem i drzwiami, ze spiczastymi dachami krytymi liśćmi. Baobaby i górę Meru, która wznosiła się nieopodal.  

„Tengeru był największym osiedlem w Afryce Wschodniej, tam było ponad 4500 ludzi. Jak przyjechaliśmy tutaj (…) byliśmy oczarowani tym osiedlem. Domeczki okrągłe, przepiękne (…). Jeżeli chodzi o jakieś trwałe bardziej budynki to był kościół, szpital drewniany (…), szkoły barakowe (…) — opowiada w filmie Mieczysław Pożarski [3].

W licznych wspomnieniach Polaków mieszkających w Tengeru przewijają się obrazki dobrze zorganizowanych dni — pracy i szkoły. Być może, jak dla Anastazji, praca była sposobem na oderwanie się od smutnych wspomnień. Z kolei Eugeniusz Szwajkowski wspomina, że polskie kierownictwo obozu martwiło się o demoralizację niepracujących rodaków [4]. Stąd farmy rolne, tkalnie, liczne szkoły i przedszkola. Do tego każdy starał się stworzyć wokół swojego domku mały kawałek Polski. W ogródkach sadzono marchew, pietruszkę, cebulę, do tego pomidory i ogórki, słoneczniki i kwiaty. 

Jak wspomina Krzysztof Majewski: „Afrykę bardzo pokochaliśmy. Afryka dla nas była bardzo otwarta. Normalne życie, wolne (…)” [3].

Różne oblicza Polaków na uchodźstwie

O Sybirakach wiadomo, że w dużej mierze były to osoby internowane z powodów politycznych, a ich tułaczka po świecie i ciężkie warunki, które znosili zarówno na zesłaniu, jak i w czasie opuszczania ZSRR świadczą o ich silnej woli i dodają się do dowodów ich bohaterstwa. Jednak jak wspomina Filomena Bykowska: „Nie należy zapominać i o tym, że nie wszyscy ewakuowani byli »aniołami«. Ludzie pozostali ludźmi, bez względu na okoliczności, w jakich się znaleźli. Dlatego też szczególnie »niepokornych« uchodźców »dla których ramy dyscypliny okazały się zbyt wąskie« (chodziło o kryminalistów i prostytutki) wydzielono i osadzono w jednym z osiedli uchodźczych w Afryce” [5].

Chodzi o obóz w Makindu, który miał wzmocnioną straż, poza tym niewiele różnił się od pozostałych obozów. Trafiały tam najbardziej „uciążliwe” osoby, z którymi nie mogły dać sobie rady pozostałe osiedla w Afryce Wschodniej czy Rodezji [6].

Wsparcie lokalnej ludności

Choć oficjalne pozwolenia na pobyt Polaków w Afryce wydał rząd w Londynie, na co dzień to lokalne społeczności kontaktowały się i wspierały uchodźców mieszkających w obozach. Miejscowe plemiona Waarusha, Meru i Chagga w Tanganice nie tylko dostarczały materiałów budowlanych i żywności, ale jej przedstawiciele pomagali też przy wznoszeniu domów, pracowali na farmach i uczęszczali razem z Polakami do szkół [7].

Uchodźcy na granicy z Białorusią. Co powinna zrobić Polska?>>

Od Tengerczyków Anastazja Kumoter nauczyła się na przykład wyplatać koszyki, a Piotr Łabyz i jego koledzy — posługiwać się językiem suahili, którego używano na bazarze przy bramie osiedla. Z kolei Mieczysław Pożarski żywiołowo wspomina kibiców podczas ostatniego meczu między Polakami i Anglikami, w którym miał okazję sromotnie przegrać 1-5: „Masaje i Samburu poprzychodzili z łukami, strzałami (…) w pióropuszach, w tych swoich strojach wojowniczych i pięknie nam kibicowali. Bo wiedzieli, że my jesteśmy Polacy i Anglicy, a oni Anglików nie lubili” [3].

Losy uchodźców z Tengeru po wojnie

Mieczysław Pożarski: „Już po wojnie zaproponowano nam wyjazd z Tengeru (…) do zagranicy. Nie proponowano nam powrotu do kraju, bo wiadomo, kraj komunistyczny i tak dalej”. [3] Choć przedstawiciele PRL-u naciskali na repatriację, około 9500 osób z Tengeru trafiło do Anglii w ramach łączenia rodzin wojskowych, inne trafili do USA, Kanady, Australii, Argentyny czy Australii. Kilkaset osób pozostało w Tengeru — aż do 2015 roku, gdy zmarł ostatni mieszkający tam Polak, Edward Wójtowicz [2].

A jednak, mimo rozczarowania Jałtą, wielu wróciło kraju — z tęsknoty, do odnalezionych mężów i rodzin lub po prostu z wewnętrznej potrzeby. Około 20% mieszkających w Afryce uchodźców zdecydowało się wrócić. Tęsknota za Polską była olbrzymia. Ci, którzy nie mogli zaakceptować rozłąki z krajem na zawsze pozostali w Afryce. Mieczysław Pożarski wspomina: „Niektórzy umierali z chorób, a inni z nostalgii. Mieli jakieś tam majątki na Białorusi, ale nie chcieli wracać do kraju, bo się bali komunistów. Z nostalgii poumierali” [3]. 

Dzisiaj w pobliżu miejscowości Arusza w północnej Tanzanii można zwiedzać cmentarz wygnańców polskich, gdzie chowano Polaków zmarłych w Tengeru. Znajdują się tam groby trzech różnych wyznań: rzymsko-katolickiego, prawosławnego i mojżeszowego [8].

Lekcja historii do odrobienia

Jadwiga Teresa Stępień, która opublikowała na portalu Youtube film dokumentalny Afryka mojego dzieciństwa portretujący m.in. członków jej rodziny mieszkających w dzieciństwie w Tengeru, napisała: „To kropla prawdziwej historii ku pamięci nas wszystkich, także tych, którzy decydują o dzisiejszych odruchach pomocy uchodźcom”.

Dzisiaj to my mamy możliwość zaoferowania bezpieczeństwa, choćby na krótką chwilę, osobom, które w tym momencie najbardziej go potrzebują. Dach nad głową, ciepłe jedzenie i możliwość skorzystania z pomocy prawnej. Tak niewiele trzeba, by traktować każdego człowieka z szacunkiem.

Źródła:

[1] Wspomnienia Anastazji Kumoter oprac. na podstawie dokumentów przechowywanych w Archiwum Ośrodka KARTA: sygn. AW/II/1098, Anastazja Kumoter, Mój los – 575 dni na zesłaniu na Syberii i 7 lat w obozie Tengeru w Afryce; Szlaki Tułaczy, http://szlakitulaczy.pl/anastazja-kumoter/

[2] Tengeru-mała ojczyzna Polaków w Afryce Wschodniej, IPN, https://ofiary.ipn.gov.pl/ofi/z-archiwum-ipn/represje-sowieckie/15096,Tengeru-mala-ojczyzna-Polakow-w-Afryce-Wschodniej.html

[3] Film dokumentalny Afryka mojego dzieciństwa, 2009, https://www.youtube.com/watch?v=sPzST8h8dBo

[4] Wspomnienia Eugeniusza Szwajkowskiego, SYGN. AW/II/441A, http://szlakitulaczy.pl/afryka/

[5] fragment wspomnień Filomeny Bykowskiej za: Damian Karol Markowski, Armia Andersa: Epopeja polskich tułaczy. Po życie i wolność, „Kresy24.pl”, https://kresy24.pl/armia-andersa-cz-i-epopeja-polskich-tulaczy-po-zycie-i-wolnosc/?__cf_chl_jschl_tk__=pmd_o0tQEEQQ3o8ed.hb2FM1lgU2puLVUFCWZ_17gasq47s-1633986925-0-gqNtZGzNAlCjcnBszQjR

[6] Janusz Wróbel, Uchodźcy Polscy ze Związku Sowieckiego 1942-1950, Łódź 2003, s. 150

[7] Janusz Wróbel, tamże, s. 166
[8] Polskie cmentarze w Afryce Wschodniej – Cmentarz Tengeru, http://www.polskiecmentarzewafryce.up.krakow.pl/cmentarz/1

Zdjęcie: Elliot PARIS / Unsplash

Dane rejestrowe

Stowarzyszenie Laboratorium Działań dla Pokoju

ul. Elizy Orzeszkowej 10/17
31-065 Kraków
NIP: 6772471257
REGON: 520484716

 

Stowarzyszenie Laboratorium Działań dla Pokoju jest wpisane do ewidencji stowarzyszeń zwykłych  prowadzonej przez Prezydenta Miasta Krakowa.

 

Numer w ewidencji stowarzyszeń zwykłych: 191.

Data wpisu do ewidencji: 17.11.2021 r.

Adres korespondencyjny

Stowarzyszenie Laboratorium Działań dla Pokoju

ul. Elizy Orzeszkowej 10/17
31-065 Kraków
kontakt@salamlab.pl

Numer konta bankowego

57 1140 2004 0000 3102 8192 3774 (mBank)

IBAN: PL57 1140 2004 0000 3102 8192 3774

SWIFT/BIC: BREXPLPWMBK

Salam Lab ◆ Laboratorium Pokoju. Wszelkie prawa zastrzeżone.