Jak kobiety przemierzają najniebezpieczniejsze szlaki Europy?


Dopiero gdy siedziała w łodzi, zorientowała się, że straciła torbę z jedzeniem i piciem. Sadia ucieka z Burkina Faso.

Na libijskiej plaży zapadał już zmrok, kiedy 25-letnia Sadia* wraz z trójką małych dzieci wdrapała się na szary nadmuchiwany ponton. Wsiedli na pokład jako pierwsi, więc zajęli miejsca na dziobie. Pozostali podróżujący ścisnęli się wokół nich, większość mężczyzn siadając okrakiem na burtach. Tamtej nocy na ich łodzi do Europy było łącznie 101 osób. Wśród nich znalazło się 7 kobiet i 44 nieletnich, z których 40 było bez opieki.

Gdy łódź skierowała się na północ, Sadia usiłowała znaleźć swoją torbę z wodą i jedzeniem. Uświadomienie sobie, że ją straciła, to jej ostatnie wspomnienie z tej podróży. Rozkołysane morze wywołało u niej falę wymiotów i mdłości. Kobieta raz po raz traciła przytomność. Sadia nie pamięta dwóch łodzi ratowniczych Geo Barents, obsługiwanych przez Lekarzy bez Granic (znanych pod francuskimi inicjałami MSF) zbliżających się do pontonów, gdy te  znajdowały się 37 km od wybrzeża Libii. Nie pamięta, jak została przeniesiona na nosze i wyciągnięta na pokład 77-metrowego statku. Jej historia świadczy o niezwykłej sile i determinacji, którą wykazują się kobiety, decydujące się na tak niebezpieczną przeprawę.

Co czwarta osoba w potrzebie

Mniej więcej dziesięć lat temu Sadia usłyszała strzały w pobliżu swojej wioski w Burkina Faso. Ona i jej bracia zdołali się schować. Schronili się w kryjówce, z której widzieli, jak napastnicy zabili ich rodziców i siostrę strzałem w głowę, a potem zniszczyli ich wioskę. W centralnym regionie Sahelu, głównie w Mali, Nigrze i Burkina Faso, od ponad dekady dochodzi do walk pomiędzy grupami zbrojnymi powiązanymi z Al-Kaidą i tzw. Państwem Islamskim a siłami rządowymi i międzynarodowymi. Brutalne ataki i przemoc wobec ludności cywilnej zmusiły ponad 2,5 miliona mieszkańców i mieszkanek tego kraju do opuszczenia swoich domów. Według raportu ONZ, prawie co czwarta osoba w Burkina Faso, kraju liczącym 20 milionów ludzi, potrzebuje pilnej pomocy humanitarnej.

Po ucieczce do Beninu, Sadia znalazła pracę przy przygotowywaniu posiłków. Niedługo potem spotkała Agidigbiego – mężczyznę, który miał zostać jej mężem i ojcem trójki jej dzieci. „To była miłość od pierwszego wejrzenia” – mówi Sadia, a jej twarz rozświetla uśmiech. Niestety pracodawca wkrótce przestał wypłacać jej pensję. Małżonkowie zdecydowali się ruszyć dalej – tym razem do Libii, licząc na to, że stamtąd uda im się przeprawić do Europy. Sadia, jej mąż i ich dwaj synowie tygodniami przemierzali pustynię. W ciągu dnia z dziesiątkami innych migrantów i migrantek podróżowali ciężarówką. W nocy spali na poboczu drogi pośród dzikich zwierząt i jadowitych węży. Kiedy bez jedzenia i wody pokonywali kolejne kilometry na tyłach ciężarówki, mijali ciała tych, którym nie udało się dotrzeć do celu. „Niektóre z nich były już zasuszone, inne całkiem świeże – widziałam ciało matki trzymającej w ramionach dziecko w wieku mojej córki” – wspomina Sadia. 

Przemytnik i okup

Po przybyciu do Libii rodzina Sadii została zatrzymana przez trzech mężczyzn, którzy zażądali pieniędzy, aby zabrać ich do Europy. Nie byli w stanie im zapłacić, bo przekazali już 2760 dolarów przemytnikowi, który obiecał przywieźć ich z Beninu do Europy, a potem zniknął. Przez sześć miesięcy rodzinę Sadii przetrzymywano w pokoju bez okien, często bez jedzenia i bez wody. Po tym, jak wyrzucono ich z „obozu”, spali na ulicach, jednocześnie zajmując się domem i ogrodem libijskiej rodziny, oszczędzając na opłacenie kolejnego przemytnika.

Pierwsza próba dotarcia rodziny do Europy zakończyła się porażką. Ich łódź przeciekała, co zmusiło ich do powrotu do Libii. Tam władze złapały i zatrzymały Agidigbiego. Sadia i dzieci zdołali się ukryć. Minęły dwa tygodnie, zanim kobieta odebrała telefon z aresztu od męża. „Powiedział, że leżał ściśnięty między ludźmi, którzy wydawali się spać, ale rano okazało się, że są martwi. Wszystkich ich przechwycono z morza (…)” – opowiada Sadia. Strażnicy zażądali 1440 dolarów za wolność Agidigbiego. Pośrednik jednak ukradł pieniądze, które wpłaciła Sadia. Wtedy kobieta zapożyczyła się u przyjaciela i ponownie przekazała okup przez inna osobę.

Poród w ogrodzie

Kiedy jej mąż w końcu został wypuszczony na wolność i udało im się spłacić pożyczkę, Sadia ponownie podjęła się próby dotarcia do Europy. Tym razem, za namową męża, ruszyła sama. Taniej było podróżować samotnie z dziećmi. Niestety i tym razem przeprawa nie powiodła się. Jej łódź przechwycono na morzu przez libijską straż przybrzeżną. Większość z 9430 osób, które w tym roku zostało uratowanych lub przechwyconych przez władze libijskie, trafiła do ośrodków detencyjnych. Jednak z powodu silnych objawów choroby morskiej, Sadię przewieziono do szpitala. Stamtąd, razem z dziećmi, udało jej się uciec. Była prawie w dziewiątym miesiącu ciąży, kiedy wróciła do męża i niedługo potem bez pomocy medycznej urodziła w ogrodzie w Zawija w Libii. Agidigbi, który był obecny przy porodzie, usiłował tłumić jej krzyki, żeby nie zaalarmować sąsiadów, a następnie odciął pępowinę.

W swojej opowieści Sadia co chwila powtarza: „cierpieliśmy. Ja cierpiałam. Dzieci cierpiały. Mój mąż tyle wycierpiał”. Mimo to znaleźli w sobie siłę, by znów pracować dla libijskich rodzin i oszczędzać pieniądze. Po to, by Sadia i jej dzieci, mogły podjąć trzecią próbę  przekroczenia morskiej granicy. To właśnie podczas tej przeprawy Geo Barents uratowało Sadię.

Kobieca zimna krew

Podróż Sadii była jedną z 25 164 nieuregulowanych morskich przepraw między Afryką Północną a Włochami zarejestrowanych przez Europejską Agencję Granic Frontex w pierwszej połowie tego roku. W stosunku do pierwszych sześciu miesięcy 2021 roku ich liczba zwiększyła się o 23 procent. Kobiety stanowią jedynie 6 procent osób, które w tym roku przybyły do ​​Włoch drogą morską. 

Według Alarm Phone, organizacji pozarządowej, która przekazuje telefony alarmowe z rejonu Morza Śródziemnego do służb ratunkowych, organizacji pozarządowych i statków handlowych w tym regionie, uchodźczynie i migrantki przedstawia się często w mediach jako szczególnie narażone na niebezpieczeństwa. Jednak w sytuacjach kryzysowych często to one lepiej niż inni radzą sobie z opanowaniem emocji i zachowują zimną krew. Jak mówi Hela*, od 2018 roku aktywistka Alarm Phone, telefony alarmowe z łodzi opuszczających Libię prawie zawsze wykonywane są przez pasażerów płci męskiej. Jednak zdaniem Heli często są oni „zbyt zestresowani”, aby wyraźnie się komunikować. Dlatego pracownicy i pracowniczki Alarm Phone proszą o rozmowę z pasażerką. „Prawie zawsze to kobiety zachowują spokój, są najsilniejsze i najspokojniejsze. Są tak dzielne, że zawsze udaje im się uspokoić ludzi i wyjaśnić sytuację. Komunikacja z nimi jest zwykle znacznie łatwiejsza” – dodaje Hela.

Libia łamie prawa człowieka

Doświadczenie Sadii i Agidigbiego jest niepokojąco powszechne. Większość ocalałych na pokładzie Geo Barentsa opowiada podobne historie. „Uchodźcy, uchodźczynie, migranci i migrantki zawróceni przez libijską straż przybrzeżną są przenoszeni do ośrodków detencyjnych i przetrzymywani w nieludzkich warunkach bez dostępu do należytego procesu prawnego i pomocy humanitarnej” – poinformowało Biuro ONZ ds. Koordynacji Pomocy Humanitarnej.

Choć Sadia i jej dzieci są już bezpieczne, kobieta nadal nie może zaznać spokoju. „Martwię się o mojego męża. Co myśli? Czy sądzi, że utonęliśmy? Że zostaliśmy przechwyceni przez libijskie władze?”. Zapytana o to, co chciałaby mu powiedzieć, uśmiecha się. „Bardzo wiele. Tak bardzo pomógł naszym dzieciom i mnie” – powiedziała. “To on dodaje mi odwagi, by się nie poddawać”.

*Imiona zostały zmienione w celu ochrony tożsamości bohaterów.

Źródła: al-Jazeera, Reliefweb (1), UNHCR, Reliefweb (2), Frontex, Reliefweb (3).

Weronika Szczurko – studentka kulturoznawstwa międzynarodowego na UJ. Autorka kolaży łączących elementy graficzne i tekstowe (IG @slowailustrowane). Stażystka w redakcji Salam Lab.

***

Tekst powstał dzięki grantowi otrzymanemu w ramach projektu „I am European: Historie i fakty o migracjach na XXI wiek”, który jest realizowany przez Centrum Edukacji Obywatelskiej (CEO) i finansowany ze środków Unii Europejskiej.



Najnowsze publikacje