Policja aresztuje niewinnych Banglijczyków. Bo się przeprowadzali

Policja aresztuje niewinnych Banglijczyków. Bo się przeprowadzali

Niedziela 3 lipca, jedno z krakowskich osiedli, ul. Chmieleniec. „Został brutalnie pobity. Jest cały siny. Lekarze na izbie przyjęć zastanawiali się, jak to możliwe, że policja zrobiła coś takiego” – Iqbal pokazuje zdjęcia obrażeń przyjaciela, który pomagał jemu i jego kuzynowi przy przeprowadzce.

Iqbal przybył z Bangladeszu do Polski w 2017 roku. „Przyjechałem, żeby pracować, zarabiać. Istnieje przekonanie, że w Europie jest lepiej, bezpieczniej” – opowiada. Od prawie 5 lat pracuje w tym samym miejscu, prowadzi sieć restauracji z kebabem. 

„Przez te 5 lat wszystko było dobrze, nie spotykały mnie nieprzyjemne sytuacje” – wspomina Iqbal. W ubiegłą niedzielę, 3 lipca, mężczyzna razem z kuzynem, Talhą, przeprowadzali się do innego mieszkania. Przez cały dzień przewozili rzeczy. Pomagał im też Jahid, również z Bangladeszu. Nowe mieszkanie znajdowało się na ul. Obozowej. „Na budynku nie było numeru, weszliśmy do złej klatki, wszystkie były identyczne. Wiedzieliśmy, że po wejściu do klatki mamy iść w prawo, a mieszkanie będzie na końcu. Włożyliśmy klucz do zamka, nie pasował. Okazało się, że pomyliliśmy klatki. Wyszliśmy na zewnątrz i w końcu udało nam się wejść w odpowiednie drzwi, trafiliśmy do mieszkania. Zostawiliśmy pierwsze rzeczy. Przez całe popołudnie jeździliśmy w tą i z powrotem, zwożąc kolejne” – opowiada. Do mieszkania przyjechali jakieś 4 lub 5 razy, jak wspomina Iqbal. „Przez 5 lat nazbierało się trochę rzeczy” – śmieje się.

W czasie przeprowadzki kobieta z bloku zadzwoniła na policję, mówiąc, że „jacyś ciemni mężczyźni próbują obrabować mieszkanie”. „To jest ok, rozumiem to: pomyliliśmy się, weszliśmy do złej klatki, próbowaliśmy otworzyć mieszkanie, mogła mieć wątpliwości. Ale czy policja nie jest odpowiedzialna za trzymanie się procedur? Przez cały czas jeździliśmy samochodem, mieli numery rejestracyjne, widzieli logo firmy na drzwiach, w bloku pojawiliśmy się kilka razy. Czy złodziej poruszałby się w taki sposób?” – pyta Iqbal. Ale wtedy policja zaczęła śledzić ich auto.

Policja? Złodzieje? Trudno znaleźć różnicę

Około 22:30 pakowali kolejną partię rzeczy do samochodu. Iqbal zabrał swoją część, czekał na przyjaciela w samochodzie, przeglądał telefon. Pomagał mu Jahid. Talha pakował ostatnie rzeczy, sprzątał kuchnię. Gdy mył lodówkę, usłyszał krzyk. Wybiegł na balkon. „Było ciemno. Zobaczyłem, że na balkonach stoją ludzie i patrzą w dół” – relacjonuje Talha.

Zobaczył 4 lub 5 mężczyzn, którzy siłą trzymają krzyczącą osobę. Ujrzał zwykły samochód stojący koło drzewa, a przy nim dwóch wysokich mężczyzn, którzy chwilę później pobiegli w kierunku stojącego niedaleko auta, wyciągnęli pistolety, celując do osoby w środku. W końcu wybili szybę. W międzyczasie Talha, dzięki temu, w jaki sposób padło światło, zobaczył, że w samochodzie siedzi Iqbal, jego kuzyn, z którym miał zamieszkać. Nie wiedział, kim są mężczyźni, pomyślał, że to złodzieje. „Iqbal dostał z pracy nowy samochód. Myślałem, że chcą go ukraść”. Zobaczył, że mają broń, więc zaczął krzyczeć, aby nie strzelali. Talha wybiegł na zewnątrz, chciał ratować kuzyna i przyjaciela.

„Usłyszałem krzyk. Bardzo głośny. To nie jest normalne w nocy. Pomyślałem, że może to jakaś impreza, pijana osoba, która się kłóci. Bałem się, że ktoś mnie okradnie. Zamknąłem drzwi samochodu. Kilka sekund później grupa osób pojawiła się znikąd” – relacjonuje Iqbal. Okrążyli jego samochód, celując w niego pistoletami. „Nie było policyjnych świateł, nikt nie pokazał odznaki, wszyscy byli w cywilu. Była broń. Mieszkam tu od 5 lat. Wielokrotnie policja kontrolowała mnie, sprawdzała dokumenty, paszport, widząc, że nie jestem Polakiem. Ale nie spodziewałem się czegoś takiego. Nigdy. Jak policja może zachować się w taki sposób? Tak zatrzymuje się terrorystów”. Krzyczał, aby nie strzelali. „Gdy siedziałem w tym samochodzie, bałem się, że mnie zastrzelą” – opowiada Iqbal.

Jahid, archiwum własne.

Funkcjonariusze krzyczeli: „otwórz drzwi”. „Ale zanim zdążyłem zareagować, wybili szybę, wyciągnęli mnie i powalili na asfalt. Ktoś przytrzymywał kolanami moją szyję, skuli mnie kajdankami”. Jak opowiada Talha, trzymali go tak 15 minut. Później przyjechały dwa radiowozy. Niczego nie wyjaśniając, wepchnęli Iqbala do jednego z nich. 

W tym samym czasie pobili Jahida. Jak mówi Talha, później wepchnięto go do drugiego radiowozu. „Zawsze będę pamiętał jego wyraz twarzy. Trudno to opisać. Widziałem, że był pobity”.

Przemoc policyjna ma się w Polsce dobrze

W międzyczasie Iqbal poprosił policjantów, aby dali mu leki, które ma w samochodzie. „Jestem przewlekle chory, mam m.in. cukrzycę. Muszę brać leki na czas i jeść regularnie. Oni powiedzieli, że nie mogą dać mi tych lekarstw, zanim pojedziemy na komisariat. Dodali, że tam zbada mnie lekarz i jeśli stwierdzi, że jest taka potrzeba, dadzą mi leki” – wyjaśnia. 

Cała sytuacja pod blokiem trwała kilka godzin, jak opowiada Talha. Chciał dowiedzieć się, co się stało, próbował rozmawiać z policjantami. Mówił, że pracuje w banku, jest artystą i mieszka w Polsce od kilku lat, tak jak jego kuzyn Iqbal i przyjaciel Jahid. Mówił, że policja może ich sprawdzić, prześwietlić cały życiorys, bo są niewinni. „Ci mówili tylko, że nie mogą nic powiedzieć. Sprawdzili samochód Iqbala. Wyciągnęli wszystko na ulicę: jedzenie, słoiki, przybory kuchenne, buty i ubrania. Nie rozumieli, że my po prostu się przeprowadzamy”. W końcu samochód został odholowany.

Iqbal w Punkcie Pomocy „Żyj w Krakowie” przy Radziwiłłowskiej 3

Około 2 w nocy dotarli na komisariat. „Zapytali, czy jesteśmy muzułmanami. Ja zapytałem, jakie to ma znaczenie, czy moja religia robi jakąś różnicę. Powiedzieli, że potrzebują tej informacji, ponieważ chcą wiedzieć, jakie śniadanie powinniśmy dostać. Pomyślałem, że to mimo wszystko miłe z ich strony. Rano dostałem na śniadanie wieprzowinę. Żartowali sobie z nas” – mówi Iqbal.

Jesteś muzułmaninem lub muzułmanką? W tym kraju mogą zburzyć Twój dom. Bez ostrzeżenia >>>

Nikt nie wyjaśnił im ich praw, dodaje mężczyzna, który prosił funkcjonariuszy o telefon do kogoś bliskiego, szukał pomocy. Spotkał się z odmową. Koło 10:00 policjanci zabrali Iqbala z celi, skuli go i zabrali do jego samochodu, potem do starego mieszkania. Wszystko przeszukali. Jednak, jak mówi Iqbal, nie mieli pozwolenia. „Ja miałem skute ręce, a oni podpisali się za mnie. Podpisali się na dokumencie po polsku, którego ani nie rozumiałem, ani nie przeczytałem”. Szukali nielegalnych substancji, narkotyków, żeby mieć powód oskarżenia. „A ja nie paliłem nawet nigdy papierosa. Nigdy nie zrobiłem też niczego złego, nie miałem problemów z prawem. Nigdy”.

Około 14:30 okazało się, że „to pomyłka” i funkcjonariusze „przepraszają”, a Iqbal i Jahid mogą iść.

„Czuję się w porządku. Po prostu nie rozumiem. Nie rozumiem, co się stało. To będzie mnie zawsze prześladowało. Ten dzień będzie prześladował całą naszą trójkę” – mówi Iqbal.

Skontaktowaliśmy się z policją, prosząc o komentarz w sprawie. Rzecznik prasowy mł. asp. Piotr Szpiech poprosił o przesłanie pytań na adres mailowy. Do tej pory nie otrzymaliśmy odpowiedzi z komentarzem.

UPDATE: Komenda Miejska Policji w Krakowie opublikowała przed chwilą oświadczenie. Policjanci mówią o agresji, próbie ucieczki i konieczności zastosowania środków przymusu bezpośredniego w postaci siły fizycznej, gazu i pałki teleskopowej.

„Mężczyźni nie zastosowali się do wydanego polecenia. Sytuacja stała się dynamiczna, ponieważ jeden z nich podjął próbę ucieczki, a po ujęciu zachowywał się agresywnie” – czytamy.

Oświadczenie nie jest zgodne z oświadczeniami obywateli Bangladeszu. Mężczyźni nie byli uzbrojeni. Zatem czy policjanci zastosowaliby podobne środki w stosunku do osób białych? Czy kolor skóry nie był najważniejszą kwestią w całym zajściu? W oświadczeniu nie odniesiono się do zarzutu o profilowanie rasowe oraz wyśmiewanie religii. Tu przeczytasz całe oświadczenie.

***

Z Iqbalem i Talhą rozmawiała Julia Parkot z redakcji Salam Lab.

*** 

Jako Salam Lab towarzyszymy trzem pokrzywdzonym obywatelom Bangladeszu. Zgłosiliśmy tę sprawę odpowiednim instytucjom, w tym do Biura Rzecznika Praw Obywatelskich. Szukamy również prawników, którzy zajmą się sprawą i pomogą uzyskać zadośćuczynienie (jeśli chcesz pomóc, prosimy o kontakt: kontakt@salamlab.pl).

Ta sytuacja pokazuje, że rasizm i uprzedzenia prowadzą do przemocy. Róbmy wszystko, by takie sytuacje się nie powtarzały.

Zdjęcie tytułowe: archiwum własne Talhy, jednego z bohaterów tekstu.




Najnowsze publikacje