Dla tych, którzy wyruszyli w drogę. 20 czerwca obchodzimy Światowy Dzień Uchodźcy


20 czerwca obchodzimy dzień tych, którzy zostali zmuszeni do opuszczenia swoich domów, aby uciec od konfliktów lub prześladowań. Oto historie osób wyruszających w drogę w poszukiwaniu bezpiecznego miejsca

Jak podaje UNHCR, pod  koniec 2023 roku na całym świecie liczba osób przymusowo wysiedlonych (m.in. z powodu prześladowań, konfliktów, przemocy i łamania praw człowieka) wynosiła około 117,3 mln. 117 milionów to mniej więcej tyle, ile liczy połowa liczby ludności Stanów Zjednoczonych.

Jak wynika z raportu UNHCR na rok 2024, w tym i ostatnim roku odnotowano historycznie wysoki poziom przymusowych wysiedleń na całym świecie. W maju tego roku ich liczba wzrosła do 120 mln, co oznacza 12. z rzędu roczny wzrost, który jest spowodowany trwającymi kryzysami i rozwijającymi się konfliktami. Agencja ONZ ds. uchodźców palestyńskich (UNRWA) oszacowała, że ​​około 75 procent populacji Strefy Gazy, czyli około 1,7 miliona ludzi, zostało wysiedlonych.

„Za tymi ogromnymi i rosnącymi liczbami kryją się niezliczone ludzkie tragedie. To cierpienie musi pobudzić społeczność międzynarodową do pilnego działania, aby uporać się z pierwotnymi przyczynami przymusowych wysiedleń” – napisał na X (dawniej Twitterze) Filippo Grandi, Wysoki Komisarz ONZ ds. Uchodźców. 

Deborah

Jeszcze półtora roku temu ukrywała się w lesie przy granicy polsko–białoruskiej, jak wiele innych osób, którym odmówiono dostępu do procedury azylowej. Dzisiaj mieszka w Polsce i spełnia marzenie o byciu fotomodelką. Dzięki wsparciu aktywistów i aktywistek wzięła udział w profesjonalnej sesji zdjęciowej.

„Deborah bez strachu patrzy w obiektyw aparatu, jest pewna siebie. Uczy się, chce pracować. Bierze życie w swoje ręce” – pisze Fundacja Bezkres.

Willie

Willie nie miał tyle szczęścia. W wieku trzynastu lat opuścił swój dom w Demokratycznej Republice Konga. Jako najstarszy z czwórki rodzeństwa miał odziedziczyć po swoim ojcu Samuelu duże stado bydła. Wcześniej jednak zjawił się wódz wioski, który domagał się  części stada. Kiedy Samuel odmówił, wódz zarządził atak na całe gospodarstwo domowe, żądał zabicia całej rodziny – łącznie z Williem. Chłopak sam uciekł z Konga.

W 2019 roku Willie dotarł do obozu dla uchodźców Kakuma w północno-zachodniej Kenii. „Jestem sam w tym obozie i nie wiem, czy moi rodzice żyją” – mówił w rozmowie z World Relief.

Farah

Farah uzyskała wykształcenie pedagogiczne i pracowała jako nauczycielka języka angielskiego w Heracie. Centrum było częścią partnerstwa między afgańskim Ministerstwem Kultury i Informacji a Ambasadą USA w Kabulu.

Kiedy talibowie przejęli władzę, Farah i jej mąż ze względu na pełnione funkcje stali się celem ekstremistów. Podjęli bolesną decyzję o ucieczce.

Pojechali do Kabulu, mając nadzieję na wylot z kraju. Lotnisko nie było już bezpieczne, ludzie umierali próbując się tam dostać, wokół słychać było odgłosy strzelaniny i krzyki. Musieli znaleźć inne wyjście. Ostatecznie udało im się uciec przez Pakistan. Dotarli do Stanów Zjednoczonych, gdzie trafili pod opiekę organizacji World Relief Fox Valley w Wisconsin.

Ali

Gdybym nie musiał, nigdy nie wyjechałbym z Iraku. Ale nie miałem wyboru” – mówił Salam Lab Ali. Wyruszył w podróż do Europy z 16-letnim bratem, który był ciężko chory i miał tylko jedną nerkę. Próbowali przekroczyć białorusko–litewską granicę, ale zostali złapani przez litewskich strażników. Później także przez białoruskich.

„Do lasu weszliśmy w środku nocy. Padał ulewny, zimny deszcz. Martwiłem się o swojego brata, czy da radę pokonać trasę. Po półgodzinnym marszu znaleźliśmy się na polskim terytorium. Kiedy natknęliśmy się na polską straż graniczną, myśleliśmy, że nasz koszmar się skończył. Czekaliśmy cierpliwie, wierząc, że jesteśmy już bezpieczni. Myśleliśmy, że straż przewiezie nas w miejsce, w którym nie spotka nas już nic złego. Wszyscy się cieszyli. Między sobą mówiliśmy, że już po wszystkim, teraz jako osoby uchodźcze dostaniemy opiekę i będziemy mogli rozpocząć nowe życie w Europie. Niestety, żadne z tych wyobrażeń się nie spełniło.”

Piszemy dla Ciebie, dzięki Tobie

W obliczu rosnącej migracji ludności spowodowanej zmianami klimatycznymi, konfliktami zbrojnymi i czystkami etnicznymi, zapewnienie dostępu do rzetelnych informacji jest teraz bardziej istotne niż kiedykolwiek wcześniej. Nasze dziennikarstwo w Salam Lab jest konstruktywne, inkluzywne i wolne od uprzedzeń. Dostarczamy różnorodne perspektywy, wykraczając poza główny nurt mediów, bez wpływu korporacji czy powiązań politycznych.

Jesteśmy całkowicie niezależną redakcją. Wasze wsparcie stanowi fundament naszej działalności. Każda wpłata pomaga nam kontynuować naszą misję dostarczania rzetelnych informacji. Dziękujemy za każdy wkład, który pomaga nam zachować niezależność.

Serkan

Młody chłopak. Do Grecji próbował się dostać drogą morską, pontonem z Turcji. Zapłacił przemytnikom. Nie udało się za pierwszym razem. Doświadczył nielegalnej praktyki zwanej push-backiem. Polega ona na odpychaniu łodzi z uchodźcami z powrotem na morze. Grecja zaprzecza, ale dokumenty organizacji pomocowych są pełne dowodów na to, że brutalne push-backi zdarzają się nagminnie. Serkanowi udało się dopłynąć do greckiego brzegu za czwartym razem. „Czy oni naprawdę myślą, że człowiek przy zdrowych zmysłach kilkukrotnie wsiadałby na niepewną łódkę bez kamizelek ratunkowych, tak sobie, bez powodu albo nawet dla pieniędzy? Największy cwaniak by się nie odważył. Żeby wpakować na ten cholerny ponton swoją rodzinę, trzeba nie mieć już innego wyjścia. W ojczyźnie mnie prześladowali, bo byłem Kurdem, nie mogłem normalnie żyć, więc uciekałem” – mówił w wywiadzie dla Krytyki Politycznej tuż po tym, jak w 2020 roku w końcu dostał się do Grecji. Przebywał wówczas w prowadzonym przez wojsko obozie dla uchodźców Diavata, położonym 10 km od Salonik. Nie wiadomo, gdzie jest teraz.

Asmahan

Część z ponad miliona ludzi, którzy niedawno uciekli przed izraelską ofensywą wojskową w południowym mieście Rafah, została zmuszona do życia na otwartych terenach już zamienionych na tymczasowe wysypiska śmieci. Jedną z nich jest Asmahan, która znalazła się w pobliżu jednego z nich z rodziną. Szesnastu członków rodziny dzieli namiot w obozie w pobliżu Uniwersytetu Al-Aksa w mieście Khan Younis. Trudna sytuacja zmusza wiele osób do szukania pośród ton śmieci jedzenia lub czegoś, co można sprzedać czy wykorzystać w obozie.

– Płaczę tak, jak każda inna babcia, gdy jej wnuki chorują. To jest jak powolna śmierć. Bez godności – mówi w rozmowie z BBC. W ciągu ostatnich ośmiu miesięcy na terytorium Palestyny ​​zgromadziło się ponad 330 400 ton odpadów. Asmahan mówi, że zapach jest bardzo niepokojący. Rodzina zostawia wejście do namiotu otwarte, ale to nie pomaga. Wokół prowizorycznego obozu nie tylko piętrzą się śmieci, ale gromadzą się ścieki. Grozi to poważnymi chorobami i problemami zdrowotnymi, na które zresztą już narzekają osoby, które zamieszkują ten teren. „Bez godności”.

35-letnia Iranka. Nie znamy jej imienia

„W Iranie pracowała jako księgowa. Zdecydowała się opuścić rodzinny kraj, ponieważ ze względów religijnych groziło jej tam niebezpieczeństwo” – pisze Stowarzyszenie Egala. Kobieta spędziła na granicy polsko–białoruskiej kilka tygodni, była sama. 

Nie jadła od kilku dni, poruszała się wzdłuż płotu z nadzieją na spotkanie kogoś, kto mógłby dać jej choć trochę jedzenia. Nie znalazła pomocnej dłoni, ale dwóch strażników. Kobieta zeznaje, że została postrzelona przez jedną z umundurowanych osób, doznała urazu oka. Mundurowi mieli następnie założyć na twarz kominiarki i zadzwonić po karetkę. 35-latka jest obecnie w polskim szpitalu, w ciężkim stanie psychicznym.

Dla tych, którzy wyruszyli w drogę

Więcej historii osób z doświadczeniem uchodźczym znaleźć można m.in. w książce „Pamiętniki uchodźcze”. „Pamiętniki” to 25 historii napisanych przez osoby pochodzące z sześciu krajów. Uroczysta premiera wydania  odbyła się 22 października 2023 roku. Publikację można pobrać ze strony internetowej Magazynu Kontakt. „Tych opowieści nie powinno się oceniać. Je trzeba najpierw usłyszeć” – czytamy we wstępie książki. Światowy Dzień Uchodźcy ustanowiony przez ONZ w 2000 roku to moment, gdy powinniśmy pochylić się nad historiami tych, którzy dzisiaj walczą o godne życie z dala od domów i rodzin oraz znanym ich miejsc.

Ci, którzy wciąż spędzają noce w lesie na polsko–białoruskiej granicy.

Ci, którzy codziennie drżą o życie swoje i swoich rodzin w atakowanej Gazie.

Ci, którzy opuścili Ukrainę i codziennie kładą się spać w strachu o swoje domy i bliskich.

Ci, którzy przemierzają niebezpieczne szlaki migracyjne w poszukiwaniu schronienia.

Ci, którzy powierzają życie przemytnikom i wsiadają na wadliwe łodzie, żeby dopłynąć na bezpieczny brzeg.

Ci wszyscy, którzy muszą zaczynać od nowa. 

Ci wszyscy, którzy zginęli w drodze.

Ten dzień jest dla nich.

Marta Burza – z wykształcenia orientalistka – indolożka i turkolożka, absolwentka Podyplomowych Studiów Pomocy Humanitarnej, dziennikarka. Pisze, uczy polskiego jako obcego i nałogowo czyta reportaże. Publikowała m.in. w Krytyce Politycznej, Nowej Europie Wschodniej, Magazynie Kontakt i portalu weekend.gazeta.pl.

#



Najnowsze publikacje