Uzdrawianie duszy w ośrodku dla uchodźców

fot. Instagram

Dzieci Rohindżów znajdują ukojenie w arteterapii.

Kiedy Sona Maher wraz z rodziną uciekała do Bangladeszu przed represjami wojskowymi w Mjanmie, nie zabrała ze sobą nic oprócz ubrań, które miała na sobie i obrazów cierpienia, o których wciąż próbuje zapomnieć.

„Byłam świadkinią okrucieństw armii w mojej okolicy w Rakhine. Domy zostały spalone, wokół mnie brutalnie zabijano ludzi. Pamiętam te straszne dni i czasami staram się pokazać te wydarzenia w moich rysunkach. Zapominam o bólu, kiedy widzę ich kolory. Inspirują mnie do nadziei na nowe życie, do nowych marzeń. Chcę się pozbyć tych okropnych wspomnień” – mówi 14-letnia dziewczynka, która mieszka w obozie dla uchodźców i uchodźczyń na wyspie Bhasan Ćar w Zatoce Bengalskiej.

Ukojenie w sztuce

Namiastkę ukojenia przyniósł jej udział w projekcie artystycznym zorganizowanym przy wsparciu UNHCR i organizacji pozarządowej Artolution. Bangladeski rysownik Sjed Raszad Imam Tanmoj zaangażował dzieci z Bhasan Ćar do stworzenia muralu, prosząc, aby przedstawiły na nim swoje życie, marzenia i lęki. „Wyobraź sobie grupę dzieci, które nigdy w życiu nie trzymały pędzla. A teraz wyobraź sobie, że spotykają się, by namalować obraz długi na 50 metrów!” – opowiada Tanmoj. „Uchodźcy i uchodźczynie Rohindża stworzyli piękny mural, który pozwolił im opowiedzieć swoje historie, wyrazić swoją tożsamość i zapewnił trochę wewnętrznego spokoju” – mówi artysta.

Sona Maher jest jedną z ponad miliona osób należących do muzułmańskiej mniejszości Rohindżów, które w 2017 roku uciekły przed prześladowaniami, gwałtami i śmiercią z rąk armii Mjanmy. Ataki, które ONZ opisało jako „podręcznikowy przykład czystek etnicznych” i nazwało ludobójstwem, w ciągu kilku tygodni doprowadziły do zabicia co najmniej 7 tys. Rohindżów w stanie Rakhine w Mjanmie. Rohindżowie nie są uznawani za obywateli Mjanmy, co czyni ich bezpaństwowcami i sprowadza na nich formy sankcjonowanej przez państwo dyskryminacji i przemocy. Większość z uciekających przed represjami uchodźców i uchodźczyń znalazła schronienie w sąsiednim Bangladeszu, którego południowo-wschodnia część stała się największą na świecie osadą dla osób uchodźczych.

Więzienie na wyspie na środku morza

Rodzinę Maheri początkowo osiedlono w obozie w Cox’s Bazar. Jednak fatalne warunki mieszkaniowe, przeludnienie i liczne pożary wybuchające w prawie milionowym obozie zamieszkiwanym przez Rohindżów skłoniły władze Bangladeszu do relokacji części uchodźców i uchodźczyń na wyspę Bhasan Ćar. Stało się tak pomimo poważnych obaw wyrażanych przez Agencję ONZ ds. Uchodźców (UNHCR) i organizacje praw człowieka.

Wyspa oddalona od lądu o ok. pięć godzin podróży łodzią jest narażona na trudne warunki pogodowe i powodzie. Pozbawiona pasa startowego dla samolotów, niedostępna przy silnym wietrze Bhasan Ćar ma ograniczone możliwości ewakuacji w przypadku cyklonu. Podczas niesprzyjającej pogody wyspa po prostu jest odcięta od reszty świata. Niedobory żywności, zanieczyszczone źródła wody, brak szkół i opieki zdrowotnej, a także dotkliwe ograniczenia swobody poruszania się powodują, że wielu uchodźców i uchodźczyń osadzonych w Bhasan Ćar obawia się, że utknęli w „więzieniu na wyspie na środku morza”. Właśnie tu w zeszłym roku razem z prawie 30 tys. Rohindżów trafiła rodzina Maher. 

80 procent osób przebywających w obozie na wyspie to kobiety i dzieci. To do tych ostatnich skierowany był projekt prowadzony przez Tanmoja. Po długich godzinach konsultacji, 50 uczestników i uczestniczek w ciągu 8 dni stworzyło niezwykłe malowidło opowiadające o ich przeżyciach. „To nie jest tylko kolejny ładny obraz na ścianie. Poprzez arteterapię i zaangażowanie społeczności chcieliśmy zaoferować im wsparcie psychiczne” – tłumaczy Tanmoj. 17-letni Anowar Sadek zdaje się potwierdzać jego słowa: „Za każdym razem, kiedy trzymam w ręku farby i pędzel, pomaga mi to zapomnieć o udrękach, których byłem świadkiem wcześniej w Rakhine”.

Choć początkowo dzieci czuły się niepewnie i tylko obserwowały, jak Tanmoj miesza kolorowe farby, wkrótce ośmieliły się i same chwyciły za pędzle. „Większość Rohindżów wpadła na pomysł malowania łodzi” – zauważa artysta. „Marzą o powrocie do ojczyzny i o podróży ku lepszej przyszłości”.

Topniejące wsparcie

„Jeśli chodzi o rozwiązania polityczne i repatriacyjne, świat nie robi absolutnie nic” – twierdzi minister do spraw zagranicznych Bangladeszu Szahriar Alam, podkreślając, że wsparcie finansowe dla Rohindżów zmniejsza się każdego roku. Izolacja na wyspie, gdzie uchodźcy i uchodźczynie nie mają żadnych perspektyw, skłoniła wiele z nich do ucieczki przez morze. Według bangladeskiej policji, w 2021 roku około 700 osób próbowało uciec z wyspy na prowizorycznych łodziach, czasami płacąc za podróż 150 dolarów za osobę. W sierpniu tego roku uchodźcy i uchodźczynie z obozu w Cox’s Bazar zebrali się na proteście, domagając się możliwości powrotu do ojczyzny.

Wokół obozów w Bangladeszu wzniesiono ogrodzenia z drutu kolczastego, aby ograniczyć przemieszczanie się uchodźców i uchodźczyń, a ich mieszkańcom i mieszkankom w większości zakazano formalnej edukacji, pracy i podróży. Zanotowano liczne zgłoszenia o prześladowaniach ze strony władz obozowych, wymuszeniach i groźbach zatrzymania. Według organizacji praw człowieka, Rohindżowie nadal spotykają się z marginalizacją i przemocą. Restrykcje nałożone na społeczność obejmują nie tylko ograniczenia możliwości poruszania się czy dostępu do edukacji i pracy, ale nawet limity liczby dzieci, które mogą posiadać.

Arteterapia przynosi ulgę

Pomimo protestów, według szefowej ONZ ds. praw człowieka Michelle Bachelet, przy obecnej sytuacji w Mjanmie realne szanse na bezpieczną repatriację uchodźców i uchodźczyń po prostu nie istnieją. Wojskowy zamach stanu z 2021 r. i nasilone walki między grupami zbrojnymi a armią Mjanmy w stanie Arakan, będącym domem dla większości ludności Rohindża, dodatkowo komplikują sytuację i uniemożliwiają ich bezpieczny powrót do ojczyzny.

W obozie Bhasan Ćar zarówno dzieci, jak i prowadzący zajęcia artystyczne, wiedzą, że tak długo, jak Rohindżowie pozostaną bez miejsca, które będą mogli nazwać domem, ulga, jaką może nieść tworzenie sztuki będzie tylko chwilowa. „Moje serce wypełniło się radością, kiedy pomalowałam ścianę różnymi kolorami… Chcę malować przez całe życie” – zapewnia Roksana Akter, 12-latka, która także dołączyła do projektu. Zaraz potem dodaje: „ale mam wielu przyjaciół i krewnych w Cox’s Bazar. Nie widziałam ich przez długi czas. W tej chwili to najsmutniejsza część mojego życia”.

„Projekt prowadzony przez Artolution i naszego partnera Terre des Hommes ma na celu zapewnienie uchodźcom i uchodźczyniom możliwości terapii poprzez sztukę” – powiedział Johannes van der Klaauw, przedstawiciel UNHCR w Dhace w Bangladeszu, który odwiedził Bhasan Ćar podczas trwania projektu. „Uchodźcy i uchodźczynie przeszli przez wiele trudności, a malowanie pozwala im na refleksję i odnalezienie wewnętrznego spokoju. Dzieliliśmy łzy i radość, co przypomniało nam, że niezależnie od różnic między nami, przeżywamy te same ludzkie emocje, a sztuka ma moc uzdrawiania duszy” – dodał.

Weronika Szczurko – studentka kulturoznawstwa międzynarodowego na UJ. Autorka kolaży łączących elementy graficzne i tekstowe (IG @slowailustrowane). Stażystka w redakcji Salam Lab.

Źródła: Arab News, UNHCR, The Guardian, Humans Rights Watch, The Guardian, New York Times, al- Jazeera, The Guardian, ReliefWeb.




Najnowsze publikacje