Dźwięk muzyki jest głośniejszy niż przerażający dźwięk bomb i eksplozji

W poniedziałek wieczorem media obiegła informacja, że irański prezydent Masud Pezeszkian ogłosił, że „12-dniowa wojna narzucona przez Izrael” dobiegła końca. Choć zakończyła się szybko, na długo pozostawi bliznę na irańskim narodzie, od dawna już dręczonym kryzysem w kraju i represjami

„Wojna zawsze zaskakuje tych, do których przychodzi. Nawet jeśli od dawna wisi w powietrzu, niemal każdy wypiera z głowy myśl, że nadejdzie zaraz, być może następnego ranka. Zresztą nie zawsze od razu wiadomo, że już się rozpoczęła”. W czerwcu swoją premierę miała książka Pawła Pieniążka „Wojna w moim domu”. W tym samym miesiącu na tzw. Bliskim Wschodzie rozpętało się kolejne piekło.

https://salamlab.pl/pl/recenzja-pawel-moscicki-gaza-rzecz-o-kulturze-eksterminacji/

Od kilkunastu dni informacje o starciach między Izraelem a Iranem dominują w światowych mediach. Izraelski atak, irańska próba odwetu, naloty sił Binjamina Netanjahu, odpowiedzi Teheranu, uderzenie Stanów Zjednoczonych, ogłoszenie przez Donalda Trumpa zawieszenia broni, informacje o tym, że żadna ze stron go nie utrzymała, rozważania o broni atomowej. Wśród licznych doniesień nie wybrzmiewał jednak głos najważniejszy: głos zwykłych Irańczyków i Iranek, których z dnia na dzień zastała wojna.

Eksplozje, problemy z internetem, brak możliwości skontaktowania się z bliskimi, punkty kontrolne, patrole policji, przeszukania, zamknięte biura i firmy, niedobory podstawowych produktów spożywczych i paliwa, wstrzymane wypłaty wynagrodzeń, do tego strach, panika i niepewność — tak Anahita, mieszkanka Teheranu, opisała ostatnie dni w irańskiej stolicy.

Pominięty głos

Sieci społecznościowe obiegł poruszający filmik: gdy na Teheran spadały bomby, młody anonimowy mężczyzna stanął na środku pustej ulicy i zaczął grać na skrzypcach. Melodia niosła się po opustoszałej dzielnicy, dając chwilę wytchnienia mieszkańcom i mieszkankom oraz zagłuszając wybuchy. „Chciałem tylko przypomnieć moim współobywatelom, że piękny dźwięk miłości i muzyki jest głośniejszy niż przerażający dźwięk bomb i eksplozji” — powiedział Middle East Eye muzyk.

„Bardzo się boimy (…). Martwimy się również o możliwy atak na obiekt Buszehr [elektrowni jądrowej], może to doprowadzić do kolejnego Czarnobyla. (…) Duża liczba ludzi wróciła do Teheranu, chociaż bombardowania tam nie ustały. Ludzie zostali zmuszeni do powrotu do miasta. Część moich przyjaciół również wróciło, ponieważ muszą pracować, w przeciwnym razie nie będą mieli żadnych dochodów. Wiele osób nie ma gdzie się zatrzymać poza Teheranem przez wiele tygodni” — mówiła parę dni temu „Guardianowi” Anahita, mieszkanka Teheranu.

Z kolei 28-letni Irańczyk Nawid ma dość tego, że Zachód tłumaczy przemoc w kolejnych krajach chęcią wprowadzenia pokoju. To samo sądzi o amerykańskich nalotach na Iran. „Kto dokładnie dba o cywilów? Izraelczycy? Czy kiedykolwiek okazali troskę o życie cywilów w Bejrucie lub Gazie? Amerykanie? Czy pokazali coś w Libii, Afganistanie lub Iraku?” — stwierdził. 
Według ministerstwa zdrowia Iranu izraelskie ataki zabiły co najmniej 610 osób — podał w poniedziałek serwis BBC. Ostatnie dni to kolejny dowód na to, że wojna może pojawić się z dnia na dzień. Że w obliczu wielkiej polityki cierpienie cywilów schodzi na dalszy plan. Że społeczeństwo międzynarodowe wciąż nie rozumie, że sytuacja na tzw. Bliskim Wschodzie nie jest, tak czarno-biała, jak się może wydawać. A Izrael, na co uwagę zwrócił nawet sam Donald Trump, wciąż przekracza granice.

Podobne wpisy