,

Mozambik: dżihadyści niszczą kraj w zapomnianej wojnie. Skąd ISIS wzięło się na południu Afryki?

Mozambik: dżihadyści niszczą kraj w zapomnianej wojnie. Skąd ISIS wzięło się na południu Afryki?

Ponad pół miliona przesiedleńców, krwawa rebelia, regularne ataki na cywilów, zbrodnie wojenne i ogromny kryzys humanitarny. Tak wygląda codzienność Mozambiku – jednego z najbiedniejszych i najsłabiej rozwiniętych państw na świecie, którego mieszkańcy potrzebują natychmiastowej pomocy. 

Powstanie w Cabo Delgado


Krwawa insurekcja w Mozambiku trwa już prawie 4 lata – jej początek datuje się na październik 2017 roku. Od tego czasu zginęły prawie 3 tysiące cywili, a ponad pół miliona musiało opuścić swoje domy. 

“Mocímboa została całkowicie zniszczona. Banki, szpitale, nasz dom. Wszystko zniszczone. Jeśli ktoś mówi, że coś tam zostało – kłamie. Wielu ludzi zginęło. Udało mi się uciec tylko z mężem i dziećmi. Nie mam pojęcia, co dzieje się z pozostałymi członkami rodziny.” – opowiada mieszkanka Mocímboa da Praia, która uciekła do Pemby z mężem i 10 dzieci.

Najbardziej poszkodowana jest północna część kraju – niegdyś bardzo popularna wśród turystów. Największy chaos ogarnął prowincję Cabo Delgado, która słynie z bogatych złóż naturalnych gazu ziemnego. Do tej pory rząd nie był w stanie stłumić powstania. Wręcz przeciwnie – powstańcy urośli w siłę i wypracowali nowe, skuteczne metody działania.

Sytuacja ludności cywilnej pogarsza się z dnia na dzień, a Mozambikowi grozi uznanie za państwo upadłe. 

Wojna w Mozambiku – przyczyny

Aby zrozumieć przyczyny tego konfliktu, należy przede wszystkim przyjrzeć się sytuacji społecznej i ekonomicznej Mozambiku. Mozambik był kolonią portugalską, niepodległość uzyskał dopiero w 1975 roku. Wówczas, pozbawiony przez dotychczasowego kolonizatora pracowników administracji i zasobów, kraj pogrążył się w wojnie domowej. Przemoc trwała do 1992 roku. Nie oznaczało to jednak końca problemów – władze Mozambiku nie były w stanie walczyć z bezrobociem, brakiem dostępu do podstawowych usług publicznych czy stworzyć infrastruktury gospodarczej. Do niektórych prowincji władza w praktyce po prostu nie docierała. W kraju szybko pogłębiały się nierówności społeczne, szczególnie widoczne pomiędzy biedną ludnością północy oraz elitami na południu.

Kolonialny most na granicy prowincji Cabo Delgado fot. F Mira / Flickr / CC BY 2.0

Nadzieję na poprawę sytuacji społeczno-gospodarczej przyniosło odkrycie złóż gazu ziemnego oraz ropy naftowej w północnej części kraju. Wówczas rząd obiecywał, że dzięki zyskom wzbogaci się cały kraj. Tak się jednak nie stało. Pierwsze inwestycje nie przełożyły się na poprawę jakości życia mieszkańców. Ci z kolei zauważyli, że prowadzi to tylko do pogłębiania nierówności i bogacenia się elit. Dodatkowo, część mieszkańców została przesiedlona, ponieważ zamieszkiwała tereny inwestycyjne. 

W ostatnich latach Mozambik znajdował się na 181 miejscu w rankingu Human Development Index, czyli globalnego rankingu rozwoju społecznego. Ów stan rzeczy wywoływał ogromną frustrację, przede wszystkim wśród młodych obywateli. Warto zaznaczyć, że aż 45% populacji Mozambiku, liczącej prawie 31 milionów, ma mniej niż 15 lat.

Dżihadyści z Mozambiku

Pora odpowiedzieć na pytanie, kim są powstańcy. Al-Shabaab (pl. “młodzież”; organizacja występuje także pod kilkoma innymi nazwami – Ahl al-Sunnah wa al Jamma’ah (ASWJ) oraz Islamic State of Iraq and ash-Sham – Mozambique (ISIS-M); zbieżność nazwy Al-Shabaab z somalijską organizacją terrorystyczną jest przypadkowa) to lokalna grupa paramilitarna, która zdecydowała się na zbrojne powstanie przez wspomniane wcześniej długoterminowe niedoinwestowanie. 

W ich wypadku dotyczyło to prowincji z większością muzułmańską (wyznawcy islamu stanowią niecałe 20% społeczeństwa Mozambiku), które rząd również zaniedbał. Grupa używa dżihadu jako narzędzia działania. Fanatyzm dojrzewał w Cabo Delgado od dziesięcioleci, jednakże ruch zyskał na popularności dopiero po pojawieniu się przemysłu wydobywczego, który – zdaniem lokalnej ludności – przynosi więcej szkody niż pożytku. Powstańcy atakują wszystkich, niezależnie jakiego są wyznania. Przemoc dotyka wyznawców wszystkich religii obecnych w Mozambiku. Co gorsza jednak, dżihadyści są blisko zdobycia dostępu do bogatych złóż gazu w Cabo Delgado.

Powstańcy dążą zatem do niezależności od rządu, na sztandarach niosąc hasła wprowadzenia szariatu i stworzenia państwa wyznaniowego. W 2019 roku potwierdzono, że al-Shabaab złożyła przysięgę wierności tzw. Państwu Islamskiemu. Nie ma jednak dowodów na to, aby ISIS rzeczywiście szkoliła czy zbroiła powstańców. 

Radykalizacja muzułmanów w Mozambiku

Liczebność rekrutów al-Shabaab w ostatnich latach znacząco wzrosła. Bazując na frustracji i niezadowoleniu społecznym, organizacja była w stanie przekonać wielu młodych mieszkańców do przyłączenia się do rebelii. 

To gotowy przepis na radykalizację. Nie oznacza to jednak, że wszyscy członkowie organizacji znaleźli się w niej dobrowolnie. Z relacji ludności wynika, że al-Shabaab wielokrotnie zmuszała zarówno kobiety, jak i mężczyzn do przyłączenia się pod groźbą śmierci bądź egzekucji najbliższych. Dochodziło także do porwań oraz rekrutacji dzieci do oddziałów paramilitarnych. 

W ostatnich miesiącach powstańcy zasłynęli licznymi aktami okrucieństwa wobec cywili. Najgłośniejszymi były bez wątpienia dekapitacje dzieci. 

“Wróciliśmy po tygodniu i zobaczyliśmy to. W ten sposób potwierdziliśmy, co zrobili ci bandyci, którzy je zabili. Chłopcom obcięli głowy, ciała gniły” – opowiada babcia ofiar, która przeżyła atak na wioskę. 

W podobny sposób stracono także dziesiątki dorosłych. Można wnioskować, że al-Shabaab inspirowała się brutalnymi egzekucjami tzw. Państwa Islamskiego.

Prowincja Cabo Delgado na mapie Mozambiku (fot. Wikimedia Commons)

“Mój wujek został zdekapitowany i poćwiartowany. Blisko rynku i skrzyżowania było wiele zdekapitowanych i poćwiartowanych ciał. Było tam dużo ludzi. Ciała [części] zjadły psy. Nie wiemy więc, ile osób wtedy zamordowano. Zabrałam swoje rzeczy i uciekłam do Pemby” – opowiada mieszkanka Macomii, matka 7 dzieci, której udało się uciec do buszu w trakcie masakry. 

Na porządku dziennym są także podpalenia zamieszkanych domostw, grabieże, gwałty czy publiczne egzekucje. W taki sposób al-Shabaab była w stanie zastraszyć, szantażować, a nawet przejmować całe wioski w prowincji Cabo Delgado.

Zbrodnie sił rządowych w północnym Mozambiku

Sytuacja – jak bywa często – jest niestety znacznie bardziej skomplikowana. Cywile są wystawieni na przemoc także ze strony sił rządowych (wojska oraz policji) oraz prywatnych firm wojskowych. Każda ze stron konfliktu dopuszcza się zbrodni wojennych i poważnych naruszeń praw człowieka. 

Armia oraz policja Mozambiku nie posiadają odpowiedniego szkolenia ani sprzętu wojskowego, który umożliwiałby im skuteczną walkę z powstańcami. Morale także pozostawiają wiele do życzenia. 

“Żołnierze stacjonowali w naszym sąsiedztwie, ale kiedy zaczął się atak – już ich nie widzieliśmy. Uciekli razem z cywilami do lasu. Nie walczyli” – opowiada mężczyzna, który przeżył atak al-Shabaab w maju 2020 roku. 

Brak wyszkolenia i sprzętu spowodował, że siły rządowe za główny cel postawiły sobie po prostu zabicie jak największej liczby powstańców. Często nie zważając na to, kogo tak naprawdę zabijają. Rząd w swojej bezradności dał na to ciche przyzwolenie. Niejednokrotnie dochodziło tragicznych pomyłek, kiedy cywili niesłusznie oskarżano o przynależność do powstańców. 

Traktowanie samych powstańców również odbywa się z łamaniem prawa międzynarodowego – niewielu schwytanych doczekało procesu, byli torturowani i albo od razu zabijani. Siłom rządowym, podobnie jak al-Shabaab, przypisuje się grabieże, gwałty, tortury oraz publiczne egzekucje. Odnaleziono nawet masowe groby, w których spoczywali cywile.

“Ludzie znikali. Wszyscy zostali zabrani do wykopanego dołu, aby tam ich zabili. Przychodzą z listą nazwisk i pytają, czy ich znamy. Nie kłamaliśmy, inaczej nas też by zabili.” – relacjonuje jeden ze świadków masakry. Za jego domem powstał masowy grób. 

Europejski biznes w Afryce

Z kolei prywatne firmy wojskowe zostały przez rząd wynajęte po to, aby wspierać nieskuteczne wojsko – zarówno w kwestii szkolenia, wywiadu czy dostarczenia uzbrojenia. Na miejscu znajdują się także prywatne firmy wojskowe, które zostały wynajęte przez zagranicznych inwestorów, aby zabezpieczać tereny wydobywcze oraz pracowników.

Największym inwestorem jest francuski Total, który podpisał z rządem Mozambiku kontrakt opiewający na 30 mld dolarów. Inwestycję o podobnych rozmiarach planował także amerykański Exxon Mobil, lecz ze względu na zaostrzenie konfliktu został wstrzymany. 

Niestety, prywatne firmy wojskowe również oskarżono o łamanie prawa humanitarnego konfliktów zbrojnych. Najgłośniejsze incydenty dotyczyły Dyck Advisory Group, która pomagając wojsku oraz policji w akcjach antyterrorystycznych dokonywała ataków bez rozróżnienia na powstańców i cywili. Wszyscy ginęli pod ogniem karabinów maszynowych i bomb zrzucanych z helikopterów należących do firmy. 

Na czarno tereny zajęte przez rebeliantów (fot. Wikimedia Commons)

“Przyleciały dwa helikoptery. Jeden z nich strzelał i zrzucał na nas bomby. Jedna grupa cywilów, która zdążyła podnieść ręce, nie została zabita. Inna grupa, która przebywała z bandytami, nie podniosła rąk i została rozstrzelana. Widzieliśmy to. Tam zginęło wiele osób. Nie mogliśmy jednak dostrzec, kto zginął, bo musieliśmy uciekać w innym kierunku.” – relacjonowała dla Amnesty International kobieta, która przeżyła interwencję DAG w 2020 roku. 

Wojna w Mozambiku nie interesuje nikogo

Cywile są załamani postawą rządu. Ich zdaniem rząd przejmuje się tylko zagranicznymi inwestorami i gazem, o czym świadczy to, w jaki sposób przebiegają akcje antyterrorystyczne. 

Taka sytuacja miała miejsce parę dni temu. 26 marca prawie 200 osób stało się zakładnikami, a kilkanaście zginęło podczas ataku terrorystycznego na hotel w Pembie. 

Al-Shabaab de facto przez kilka dni okupowała tę część miasta. Wśród ofiar i zakładników znaleźli się pracownicy zagranicznych firm, VIP-y oraz cywile. Rząd nie był w stanie pokierować akcją antyterrorystyczną – pałeczkę przejęły prywatne firmy wojskowe, które w pierwszej kolejności ratowały pracowników i sub-kontraktorów Totalu (z Francji, Wielkiej Brytanii i RPA) oraz VIP-ów. W akcję ratunkową zaangażowały się także organizacje humanitarne. 

Co ciekawe, na przestrzeni całego konfliktu rząd Mozambiku nie wypracował żadnej konkretnej prośby o pomoc, którą skierowałby do sąsiednich państw czy organizacji międzynarodowych. 

Dopiero niedawno rozpoczęto rozmowy z RPA – regionalną potęgą – pomimo, iż konflikt trwa już 4 lata. W ostatnim czasie na terenie Mozambiku pojawiły się amerykańskie zielone berety, aby wspomóc wojsko. Trudno tu jednak mówić o altruizmie, bowiem dla Amerykanów to przede wszystkim kontynuacja tzw. “globalnej walki z terroryzmem”. Zainteresowanie społeczności międzynarodowej pozostaje bardzo niskie.

Mapa satelitarna miasta Quissanga. Badacze Amnesty International oznaczyli domy zniszczone podczas ataków Al-Shabaab oraz akcji kontrterrorystycznych sił rządowych i kontraktorów. Quissanga liczyła około 10 tysięcy mieszkańców. Dziś jest praktycznie wyludniona. 

Kryzys humanitarny w Mozambiku

Sytuacja ludności cywilnej pogarsza się każdego dnia. Organizacje humanitarne alarmują o ogromnych potrzebach – szczególnie w dobie pandemii COVID-19. 

Według danych UNICEF prawie 2 miliony cywili, z czego prawie połowa to dzieci, potrzebują natychmiastowej pomocy. Potrzebna jest przede wszystkim żywność, woda, środki sanitarne i pomoc medyczna.  W obozach zaczyna brakować miejsca oraz ubrań. 

“Stoję w tej kolejce już od 3 dni. Od 3 dni nic nie jadłem. Mówią, że nie mają dla nas jedzenia” – opowiada mężczyzna w kolejce do punktu dystrybucji żywności w Pembie.  

Podkreśla się, że niezbędne są również środki na pomoc w edukacji oraz stworzenie miejsc do pracy i zamieszkania. ONZ oszacowała, że potrzeba co najmniej 53 milionów dolarów, aby skutecznie pomóc Mozambikowi w zwalczaniu negatywnych skutków konfliktu. 

fot.  ILRI/Mann / flickr.com / CC BY 2.0

Obecnie pomoc jest niewystarczająca i nie dociera do wszystkich, którzy znaleźli się w potrzebie. Powstańcy skutecznie blokują wjazd przedstawicieli organizacji humanitarnych oraz mediów na terytoria szczególnie dotknięte konfliktem. Pomoc potrzebna jest natychmiast. 

“W swoim raporcie napiszcie, co chcecie, ale powiedzcie ludziom u władzy, żeby to naprawili, żebyśmy mogli wrócić do domu. Chcę wrócić do domu” – mówi przesiedlona matka dwójki dzieci w rozmowie z Amnesty International. 

***

Każdy może wesprzeć akcje humanitarne organizowane przez UNICEF oraz Save The Children.

Jesteśmy jedyną platformą w Polsce publikującą tego typu teksty – pokazujące szerszy kontekst, oddające głos wykluczonym i skrzywdzonym, a nie tylko politykom czy wojskowym.

Wspieraj nas i buduj pokój razem z nami >>

ŹRÓDŁA:




Najnowsze publikacje