Skip to content Skip to footer

Tortury i zastraszanie uchodźców to już codzienność na granicach UE

Uchodźcy uciekający przed przemocą i prześladowaniem mówią, że przekroczenie granic UE nie zależy od tego, czy mają do tego prawo, tylko od tego, czy mają wystarczająco dużo szczęścia i pieniędzy. W rezultacie przyjętej przez UE twardej polityki antyimigracyjnej prawo do poszukiwania ochrony międzynarodowej stało się abstrakcyjnym pojęciem. Posłuchaj osób, które doświadczyły reżimu twierdzy Europa i o swoim oporze przeciwko niej.
Groźby Talibów. Uchodźcy uciekają z Afganistanu

Falak Niaz Momand uciekł z Afganistanu w styczniu tego roku. Przedtem pracował w organizacji International Rescue Committee w prowincji Nangarhar, we wschodniej części kraju. W trakcie pandemii koronawirusa był członkiem kampanii informacyjnej o środkach dystansu społecznego, mających na celu spowolnienie rozprzestrzeniania się wirusa. Ta praca sprowadziła na niego zagrożenie ze strony talibów:

„Lider jednej wsi powiedział mi: Falak Niaz, ty nie jesteś muzułmaninem […]. Mówisz nam, żebyśmy nie podawali sobie rąk, żebyśmy się nawzajem nie przytulali […]. W naszym islamie powinniśmy podawać sobie ręce, przytulać się, siadać i jeść razem”.

Wkrótce po wizycie w tej wsi Falak otrzymał telefon i list od talibów. Grozili mu, że zabiją jego i jego rodzinę za publiczne sprzeciwienie się islamowi i pracę z międzynarodową organizacją. Falak postanowił uciec z Afganistanu. W styczniu wyruszył w długą podróż przez Iran i Turcję do Europy.

„Chcę dostać się do bezpiecznego kraju, ocalić swoją głowę, ocalić swoje życie”.

Poprosił o azyl, zamiast tego został pobity i przetrzymany w areszcie przez ponad 3 tygodnie

Jednak dotarcie do państw UE i otrzymanie w nich ochrony nie jest wcale takie proste. Bruksela, agencja europejskich granic – Frontex – oraz rządy państw należących do UE poświęciły sporo pieniędzy i wysiłku na to, aby uniemożliwić osobom poszukującym ochrony międzynarodowej przekraczanie granic. Wykorzystując przeciwko nim geograficzne przeszkody, takie jak góry, rzeki i morza, sprawili, że Morze Śródziemne stało się najbardziej zabójczym szlakiem migracyjnym na świecie [1]. Zbudowali mury i zainwestowali w skomplikowaną technologię obserwacyjną, między innymi drony produkowane przez izraelskie firmy [2]. Zawarli umowy z autorytarnymi przywódcami, takimi jak prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan oraz zbrojnymi bojówkami, takimi jak tak zwana Libijska Straż Przybrzeżna [3].

Obejrzyj lub odsłuchaj rozmowy Anny Alboth i Karola Wilczyńskiego nt. pushbacków:

Na szlaku bałkańskim, wybranym przez Falaka, największą przeszkodą są brutalne i nielegalne działania służb granicznych państw należących do UE. W maju Falak wyruszył z Serbii, aby przedostać się przez granice Chorwacji i Słowenii do Włoch. Jednak Chorwacka policja zatrzymała jego i 56 innych osób, z którymi był w drodze, tuż przy granicy ze Słowenią. Według Falaka cała grupa została przeniesiona do budynku znajdującego się w nieznanej lokacji:

„Przez trzy dni trzymali nas zamkniętych w jednym małym pomieszczeniu, 57 osób, nie dali nam nic do jedzenia. Byliśmy strasznie głodni, strasznie głodni. Wołaliśmy: Prosimy! Dajcie nam jeść! Jeść!”

Następnie, Falak i kilka innych osób zostało przeniesionych do zamkniętego ośrodka w miasteczku Tovarnik, tuż przy granicy z Serbią. Większość z nich zadeklarowała chęć ubiegania się o międzynarodową ochronę w Chorwacji, jednak bliżej granicy przeniesiono ich tylko po to, aby było ich łatwiej przepędzić z kraju. Według Falaka co kilka dni policjanci zabierali małe grupy uwięzionych na granicę i przy użyciu przemocy przepędzali ich do Serbii. Falak nie czekał na swoją kolej. Warunki w ośrodku były tragiczne, a policjanci regularnie bili osadzonych w ich celach. Po 24 dniach w ośrodku Falak uciekł i sam wrócił do Serbii. Tylko po to, żeby po kilku dniach ponownie spróbować ryzykownej drogi przez Chorwację.

Uchodźcy: przekroczenie granicy w poszukiwaniu ochrony nie jest już kwestią praw człowieka tylko szczęścia

Taka praktyka przepędzania osób poszukujących ochrony przez granice, systematycznie stosowana nie tylko przez Chorwację, ale również wiele innych państw UE, jest skandalicznym naruszeniem praw człowieka. Nawet gdyby przeprowadzano je bez użycia przemocy i bezpodstawnej detencji, takie przepędzenia wciąż byłyby nielegalne [4]. Naruszają one Konwencję Genewską, która gwarantuje osobom poszukującym ochrony międzynarodowej, że ich wnioski zostaną rozpatrzone bez względu na to, w jaki sposób przekroczyli granicę.

Jednak przypadki, kiedy uchodźcy są zatrzymywani po przekroczeniu granicy a potem przepędzeni z powrotem nie są wcale rzadkie. Nie daje się im możliwości rozpoczęcia procedury ubiegania się o ochronę międzynarodową. Zamiast tego funkcjonariusze często brutalnie ich biją, wręcz torturują [5], zastraszają oraz kradną albo niszczą ich buty, telefony i pieniądze.

„To kwestia szczęścia […]. Nikt tu nie respektuje naszych praw. Ktoś, komu się poszczęści, może osiągnie sukces i dotrze do celu” – mówi Falak. Prawo do życia w bezpieczeństwie i ubiegania się o międzynarodową ochronę to abstrakcyjne pojęcia, nijak nie odnoszące się do sytuacji osób, które utknęły na granicach twierdzy Europa. Słowo, którym określają próbę przekroczenia granicy – „gra” – jest wyjątkowo precyzyjne. To rzeczywiście ryzykowna gra, w której stawką może być ludzkie życie. Jej okrutne zasady zostały natomiast stworzone przez państwa UE, które często prezentują się jako obrońcy wolności i praw człowieka.

Nie czekaj, aż ktoś zagwarantuje ci twoje prawa, po prostu z nich korzystaj

Kasra uciekł z Iranu razem ze swoją rodziną ponad trzy lata temu. Większość czasu po opuszczeniu kraju spędził w małym miasteczku Šid w Serbii, tuż przy granicy z Chorwacją. Wiele razy spróbował przekroczyć granicę i wiele razy został przepędzony, pobity i okradziony przez chorwackich policjantów. Jego wytrwałość i wiara w osobistą wolność są inspirujące. On nie tylko próbuje przekroczyć granice, on przeciwstawia się ich istnieniu:

„To codzienna historia – znajdują cię, kopią w tyłek i przepędzają z powrotem […]. Mam nadzieję, że kiedyś to się skończy i nie będzie już granic. Obalą je i powiedzą: Witajcie, bracia! Proszę, wejdźcie”.

Ale co robić, dopóki granice pozostają zamknięte, ufortyfikowane i skrupulatnie obserwowane? Kasra mówi, że liczenie na łut szczęścia nikogo daleko nie zabierze. Zamiast tego potrzebny jest dobry plan, przejście przez granicę wymaga długich przygotowań i sprytu. „Nie myśl o otwieraniu granic. Po prostu bądź sprytny i je przekraczaj”.

Państwa UE określają taki sposób przekraczania granic jako nielegalny, jednak dla osób takich jak Kasra jest to jedyny sposób, aby ubiegać się o międzynarodową ochronę w państwach UE. Dopóki UE nie stworzy bezpiecznych i legalnych dróg dla osób poszukujących ochrony międzynarodowej, nieregularne przekraczanie granic pozostanie dla nich jedyną możliwością ubiegania się o swoje prawa i stawienia oporu reżimowi twierdzy Europa.

Uchodźcy pokazują, że wytrwałość w tym oporze ma sens. Czy to dzięki szczęściu czy sprytowi, Falak i Kasra przebywają teraz we Francji, gdzie mogą ubiegać się o otrzymanie statusu uchodźcy.

***

Jakub Bieniasz – zwolennik świata bez granic i narodów. Przez ostatnie 3 miesiące pracował z No Name Kitchen i Border Violence Monitoring Network na serbsko-chorwackiej granicy, gdzie zbierał świadectwa osób poszukujących azylu brutalnie przepędzanych z UE. Studiuje arabistykę. Dla Salam Lab pisze o osobach z doświadczeniem uchodźstwa.

fot. pixpoetry on Unsplash

Źródła:

[1] https://missingmigrants.iom.int/

[2] https://www.statewatch.org/analyses/2021/border-surveillance-drones-and-militarisation-of-the-mediterranean/

[3] https://www.infomigrants.net/en/post/18196/when-helping-hurts-libya-s-controversial-coast-guard-europe-s-go-to-partner-to-stem-migration

[4] https://www.borderviolence.eu/legal-framework/

[5] https://www.borderviolence.eu/annual-torture-report-2020/

Dodaj komentarz