Gdy codzienność zamienia się w pole bitwy. Paweł Pieniążek i jego „Wojna w moim domu”
Są wojny, w których można jasno określić linię frontu i przeciwników. Oraz konflikty, gdy trudno rozróżnić wroga od przyjaciela. Jedno się jednak nie zmienia: jak pisze Paweł Pieniążek, „wojna zastaje człowieka wszędzie, nawet w jego własnym domu”
Mieszkający w Aleppo Howig, Ormianin, postanowił zabrać tylko trochę ubrań i dokumenty. Myślał, że zaraz przecież wróci. Z bliskimi i małym bagażem dotarł do Erywania, potem Górskiego Karabachu. Uciekając przed jedną wojną, nie spodziewał się, że trafi prosto w epicentrum kolejnej.
Tetiana na wojnę przygotowywała się miesiącami. 24 lutego zapomniała jednak o awaryjnym planie. Siedziała otępiała na łóżku.
Mariam, która opuściła rodzinną prowincję, aby kontynuować edukację w Kabulu, przyzwyczaiła się do niebezpieczeństwa, tego, że wybuchy i zamachy są w afgańskiej stolicy codziennością. Gorsza od strachu była dla niej rozłąka z rodziną.
***
Są wojny, które toczą się wszędzie i nigdzie. Takie, które trudno umieścić na osi czasu, bo ma się wrażenie, że trwają latami. Rita była zdziwiona, gdy sąsiad powiedział jej, że wybuchła wojna. „Przecież od 30 lat w Górskim Karabachu toczyła się właściwie bez przerwy. Czasami dobrze się maskowała, ale tliła się i co jakiś czas wydawała z siebie iskrę, a innym razem płomień”.
Są wojny, w których można jasno określić linię frontu i przeciwników. Oraz konflikty, gdy trudno rozróżnić wroga od przyjaciela. Jedno się jednak nie zmienia: jak pisze Paweł Pieniążek, „wojna zastaje człowieka wszędzie, nawet w jego własnym domu”. Bo to nie tylko działania na froncie.
„Wojna w moim domu” nie jest reporterskim odkryciem Ameryki. W książce nie znajdziemy literackich fajerwerków. Jest za to czuła narracja, której brakuje w mediach i wojennej literaturze. Autor zwraca uwagę na szczegóły: myśli, lęki, gesty i czynności zwykłych ludzi. Głównych bohaterów i bohaterki każdej wojny: wrzuconych do niej na siłę cywilów.
Czym jest wojna
Wojna to ból, kiedy zdajesz sobie sprawę, że hałas za oknem to nie burza, tylko kolejny nalot. To czekanie na ciszę i czas, kiedy cisza jest podejrzana.
Wojna jest wtedy, gdy własny dom staje się więzieniem. Luksusowe przedmioty i przyjemności, o których marzyliśmy, nagle stają się bezwartościowe i zbędne. Bo gdy trzeba uciekać z domu lepiej zabrać zapas jedzenia niż designerską lampę czy szkatułkę z kolczykami.
Wojna to odliczanie czasu pozostałymi konserwami. Ciągłe sms-y do bliskich, że żyjemy, że „wszystko ok”. To granie w Candy Crush, aby nie myśleć, że w każdej chwili można zginąć. Unikanie ulubionych miejsc, które nagle mogą przemienić się w centrum walk. To opuszczanie porannych i popołudniowych zajęć na uczelni — jak w przypadku Mariam, która wiedziała, że w godzinach szczytu korki w Kabulu stawały się w razie ataku pułapką. To przyzwyczajenie do zagrożenia.
„Dżalil próbował przypomnieć sobie ostatni moment, gdy czuł się bezpiecznie. Nic nie przychodziło mu do głowy. Pomyślał, że nauczył się żyć z lękiem przed śmiercią” — pisze w swojej książce Paweł Pieniążek.

By nie zwariować
Życie jest jednak silniejsze. Mieszkańcy i mieszkanki afgańskich miejscowości przyzwyczajali się do regularnych zamachów, tak jak Ukraińcy i Ukrainki do ciągłych nalotów dronów. W pewnym momencie, gdy zaczyna wyć syrena alarmowa, nie biegniesz już do schronu. Nie uciekasz, gdy słyszysz samolot. Jakby — jak pisze Paweł Pieniążek — nienazwane było mniej niebezpieczne.
Bo wojna to także wola życia i trzymanie się rutyny. Podlewanie kwiatów, gdy w oddali słychać ostrzał, karmienie rybek sąsiada, staranne robienie makijażu, choć od kilku dni nie miało się ciepłego posiłku w ustach. To każdy drobiazg, który daje namiastkę normalności. Aszot, właściciel piekarni w Stepanakercie, mógł wyjechać. Postanowił zostać i dalej piec chleb. Dać innym poczucie, że jest normalnie.
Kryzys na granicy polsko-białoruskiej czy rosyjska inwazja na Ukrainę na pełną skalę wywołały w Polsce głosy oburzenia: że uchodźca z nowym iPhone’m, markową kurtką czy błyszczącym samochodem to nie uchodźca. Książka Pawła Pieniążka jest ważnym przypomnieniem, że wojna nie wybiera. Wchodzi z butami w sam środek codzienności. Wywraca życie do góry nogami. Tak samo zmusza do ucieczki. Bez względu na to, czy stać nas na najnowszy model smartfona, czy sweter od projektanta.
„Wojna w moim domu” pojawiła się, kiedy w tym samym czasie trwa kilka brutalnych wojen. Jak pisze Paweł Pieniążek, możemy śledzić je niemal w czasie rzeczywistym. Na bieżąco sprawdzać relację z frontu czy postępy w negocjacjach dyplomatów i polityków. Jednocześnie możemy też wstrzymać powiadomienia, nie czytać newsów. Osoby, które żyją na wojnie, nie mają wyboru. Wiedzieć znaczy przeżyć. Ukraina, Syria, Strefa Gazy, Afganistan, Jemen — lista pogrążonych w kryzysach miejsc jest bardzo długa. Niech książka Pawła Pieniążka będzie przypomnieniem, że nie możemy dłużej pozwalać sobie na obojętność.
Bo nigdy nie wiemy, kiedy wojna pojawi się też w naszym domu.
Paweł Pieniążek, Wojna w moim domu. Kiedy konflikt staje się codziennością, Wydawnictwo Znak, Kraków 2025, s. 366.
Artykuł promocyjny. Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Znak.
