Popil’nyczka

„Nie wiem, co jest najlepsze dla Polaków, ale wydaje mi się, że jak przychodzi taki moment w historii, że ktoś musi krzyczeć »Polska dla Polaków«, »Ukraina dla Ukraińców« i tak dalej, to potem już tylko gorzej będzie” – mówi Julia, Ukrainka mieszkająca w Polsce od siedmiu lat. Zapytaliśmy migrantki i migrantów, co sądzą o mijającej kampanii wyborczej

Mężczyzna gestem prosi mnie o popielniczkę. Ma około czterdziestu lat i ciepły, niski głos. Nie mówi po polsku. Siedząc obok, przysłuchuję się jego mowie. Zastanawiam się, czy to rosyjski, czy surżyk – popularna na Ukrainie mieszanka dwóch języków. Ciekawość bierze górę i nawiązuję rozmowę. Pan Vladislav pochodzi z Donbasu i służy jako oficer w Kramatorsku. Aktualnie przebywa na urlopie, który spędza z żoną w Krakowie. Postanowiłem zepsuć mu wywczas, zadając pytania o politykę. Akurat przygotowywałem sobie listę pytań, które chciałem kierować do migrantów i migrantek mieszkających w Polsce. Ciekawi mnie, co sądzą o wyborach. Vlad twierdzi, że mer (Trzaskowski) jest okej, ale nie podoba mu się ten drugi.

Nie powinno to dziwić, temat polskich wyborów jest w Ukrainie obecny i z pewnością słyszał już wypowiedzi Nawrockiego w sprawie przynależności Ukrainy do NATO i UE.

Gdyby jeszcze kozła ofiarnego można było doić!

(Śródtytuł to aforyzm Stanisława Jerzego Leca)

Dzień później rozmawiam z panią Julią, Ukrainką, która pracuje jako kucharka w jednej z popularnych knajp na krakowskim Kazimierzu. W Polsce mieszka od siedmiu lat, a od niedawna ma status długoterminowej rezydentki (aby go zdobyć, musiała przepracować pięć lat i zdać egzamin językowy). Co sądzi o Nawrockim?

https://salamlab.pl/pl/chlopiec-ktory-hodowal-zolwie/

„On taki nastrój robi agresywny, dużo krzyczy, że »Polacy na pierwszym miejscu«”. „A to źle?” – pytam. „Jestem sceptyczna. Nie wiem, co jest najlepsze dla Polaków, ale wydaje mi się, że jak przychodzi taki moment w historii, że ktoś musi krzyczeć »Polska dla Polaków«, »Ukraina dla Ukraińców« i tak dalej, to potem już tylko gorzej będzie”.

Ukraińców mieszka nad Wisłą ponad 1,5 miliona. Prawie dwie trzecie z nich korzysta z ochrony czasowej, a wśród nich co druga osoba to dziecko. Kobiety stanowią ok. 61% tej grupy, natomiast wśród osób pełnoletnich to już 77%. Chociaż nie mają praw wyborczych, na wyniki wyborów prezydenckich patrzą z nie mniejszym strachem niż Polacy. Bo wraz z początkiem kampanii zaczyna się nagonka. Zarządzanie strachem przed migracją czy po prostu szczucie na „roszczeniowych” uchodźców, nie jest rzeczą nową. W Polsce obserwujemy to przynajmniej od 2015 roku. Choć wybuch pełnoskalowej wojny w Ukrainie rozpoczął festiwal braterskiej pomocy, to wraz z przedłużającym się pobytem uchodźców i uchodźczyń pojawiła się też niechęć. Poznaliśmy się bliżej i o dziwo wszyscy okazali się ludźmi. A ci, jak wiadomo, miewają wady.

„Wszędzie są porządni ludzie i wszędzie są źli” – tłumaczy mi – „i zawsze tak było, że jak dzieje się coś złego, to ludzie szukają winnego. Zazwyczaj są to mniejszości. Kiedyś to byli Żydzi, na przykład. Zawsze jest jakiś kozioł ofiarny”.

Dla pani Julii to sprawy oczywiste. Sama doświadczyła przykrych komentarzy. Opowiada o jednej sytuacji: jechała autobusem, a siedząca obok kobieta głośno i negatywnie mówiła o Ukraińcach: „Powiedziałam jej, że sama jestem Ukrainką i nie rozumiem, co jej zrobiłam złego. Ona uważała, że przez nas będzie wojna z Ruskimi, wypominała mi też Wołyń. Kiedy jej zarzuciłam, że Rosjanie też mordowali Polaków w Katyniu, stwierdziła, że tak naprawdę to też zrobili Ukraińcy”.

Niechęć do sąsiadów zza Bugu staje się powoli przykrą normą, niektórzy z lubością piszą o wysłaniu ich wszystkich na front. Na kandydatów antyukraińskich (a może nawet prorosyjskich) głos oddał co piąty wyborca. Ponad 6% poparło Brauna, promującego się hasłem „Stop ukrainizacji Polski”. Pani Julia ma nadzieję, że to minie. Rozumie, że na razie obydwaj kandydaci starają się pozyskać wyborców sceptycznych wobec Ukrainy. Może po kampanii wszystko wróci do normy.

Nawet Rafał Trzaskowski, choć przeciwny szczuciu, zdecydował się na antyukraiński kurs, proponując zniesienie 800+ dla niepracujących Ukrainek. Jak jednak pokazują statystyki, budżet państwa wiele na tym nie oszczędzi. Może za to Trzaskowski zyska sympatię części wyborców osieroconych po Mentzenie. Ilu? Dowiemy się już w niedzielę.

https://salamlab.pl/pl/strefa-gazy-glod-w-enklawie-ile-ciezarowek-z-pomoca-rzeczywiscie-wpuscil-izrael/

Na koniec pytam pani Julię, co chciałaby przekazać prezydentowi in spe – „Żeby pamiętał, kto wróg, a kto przyjaciel” – kwituje.

Oni już tu są

Osobnym strachem są migranci „obcy” kulturowo, spoza Europy. Onegdaj głównym argumentem przeciwko nim było to, że „nie chcą się integrować”. W tegorocznej kampanii poszliśmy krok dalej: „Będę dążył do wypowiedzenia paktu migracyjnego […] my dziś potrzebujemy ośrodków deportacji cudzoziemców, a nie integracji” – przekonywał Nawrocki podczas debaty w Republice 14 kwietnia. Wcześniej podobny slogan „Nie dla integracji, tak dla deportacji” ukuł sztab Mentzena. Pomysł na stworzenie takich placówek pojawił się już w 2022 r. za rządów PiS, rok później wybuchła słynna „afera wizowa”.

Choć politycy nie przyznają tego wprost, wiedzą, że rosnąca migracja do Polski staje się nieunikniona, a wręcz konieczna z powodu słabej demografii i niedoboru rąk do pracy. Rządowe centra integracji mogłyby być sposobem na „wychowywanie” przyszłych pokoleń pracowników i pracowniczek. Jednak sytuacja imigrantów spoza UE jest trudna. O nastroje przedwyborcze pytam Mamalego z Iranu. Przyjechał osiem lat temu na wizie studenckiej. Teraz jest na pracowniczej. Mimo wyższego wykształcenia pracuje jako barista. Aby nie stracić wizy, musi udowodnić, że pracuje przynajmniej 120 godzin miesięcznie. W wolnych chwilach tworzy muzykę.

„Irańczycy mają takie przysłowie: »rząd nie ma ojca i matki«” – zaczynam rozmowę. „Dokładnie!” – wtóruje mi. „Nie interesuję się polityką, ale chyba powinienem. Czy tego chcemy, czy nie, polityka ma na nas wpływ”.

Mamali i jego znajomi są raczej liberalni, z ulgą pożegnali poprzedni rząd. Czy teraz jest lepiej? „Nic się nie zmieniło. Rządząca koalicja, nominalnie lewicowo-liberalna, coraz bardziej skręca w prawo. Politycy przerzucają się, kto przyjmował więcej imigrantów, a kto zbuduje większy płot na granicy z Białorusią”.

W marcu rząd zawiesił prawo do azylu, a niedawno decyzję przedłużono o kolejne 60 dni. Jedynie 17 posłów głosowało przeciwko.

Czy po wyborach będzie gorzej? Mamali odpędza czarne myśli. „Przez prawie cały mój pobyt tutaj rządziła prawica i jakoś żyję” – śmieje się. „Migracja do Polski nie jest łatwa. Początkowo musiałem sporo wydać – na studia, kurs językowy. Teraz głównie pracuję i będę się starał o rezydencję. Nie planuję wyjeżdżać. Odwiedziłem Niemcy, ale tu mi się bardziej podoba”.

Trudno o lepszy komplement.

Pytam, czy doświadczył rasizmu. „Jestem bezkonfliktowy i unikam ryzykownych sytuacji. Nie przypominam sobie nic strasznego. Może raz… Parę lat temu miałem współlokatorkę. W niedzielny wieczór grałem sobie cicho na pianinie. Ona rano miała egzamin. Normalna rzecz, tylko że nie zwróciła mi uwagi osobiście – zadzwoniła po chłopaka, który przekazał to w dość wulgarny sposób”.

„Może bała się obcego faceta?” – pytam.

„Nie sądzę – odpowiada. – Kobiety w Polsce nie mają problemu, żeby zwrócić komuś uwagę. Wydaje mi się, że bała się, bo jestem migrantem. I to z islamskiego kraju” – dodaje smutno.

Na koniec pytam, co chciałby przekazać nowemu prezydentowi. Jest zaskoczony, więc odpowiada pół żartem, pół serio:

„Chciałbym dostać obywatelstwo. Obiecuję być dobrym obywatelem”.

Maciej Augustyn – kulturoznawca i student iranistyki. Miłośnik autostopu i wszystkiego, co na wschód od Polski. Wolontariusz i powsinoga z potrzeby serca.

Podobne wpisy