Skip to content Skip to footer

Chciał lepszego życia dla swojego dziecka. Afgański migrant oskarżony o śmierć syna

Wyprawa na Samos miała rozpocząć nowy etap w życiu 25-letniego Afgańczyka. Mężczyzna mając nadzieję na lepszą przyszłość, powierzył swój los przemytnikom i wyruszył wraz z dzieckiem do Grecji. Ta decyzja zmieniła jego życie w koszmar. Jego syn utonął, gdy ponton rozbił się o skały. Teraz greckie władze oskarżają zrozpaczonego ojca o lekkomyślne narażenie życia dziecka na niebezpieczeństwo. Afgańczykowi grozi 10 lat więzienia.

Najtrudniejsza decyzja w życiu

Samos. Malownicza grecka wyspa na Morzu Egejskim. Istny raj dla plażowiczów i popularny wakacyjny kierunek. Jednak Samos ma też ciemne oblicze. Ze względu na bliskie położenie, to cel często obierany przez uchodźców, którzy chcą wydostać się z Turcji, a następnie udać się w głąb Europy, marząc o lepszym świecie. Podejmują najtrudniejszą decyzję w swoim życiu i wyruszają w niebezpieczną podróż przez morze. Wyspa ma być pierwszym przystankiem w drodze do spełnienia marzeń. Często staje się jednak ostatnim [1].

Liczby mówią same za siebie. W latach 2014-2020 ponad 1,2 miliona uchodźców wyruszyło w podróż przez Morze Egejskie. Około 2 tysiące z nich zginęło [2]. 25-letni Afgańczyk, który chcąc zachować anonimowość – występuje pod inicjałami N.A., również decyduje się na ryzykowną przeprawę do Grecji w listopadzie 2020 roku. 

Zostałem do tego zmuszony

N.A. uciekł z Afganistanu, gdy ma zaledwie 9 lat. W Turcji jego wniosek o azyl został dwukrotnie odrzucony. Mężczyzna boi się, że zostanie deportowany wraz z 5-letnim synem, którego samotnie wychowywał.

Syn był dla N.A. wszystkim. Sensem życia, nadzieją i motywacją. Bardzo chciał, by chłopiec, w przeciwieństwie do niego, umiał pisać i czytać. Mężczyzna wspomina, że jego syn marzył o dniu, w którym pójdzie do szkoły i zostanie policjantem. Ebrahim Haidari, który razem z N.A. dotarł na Samos, opowiada, że chłopiec był niezwykle uroczym i błyskotliwym dzieckiem, które zabawiało przemytników rozmową. Zwraca też uwagę na niezwykłą więź, którą można było zauważyć pomiędzy N.A. a jego synem. Byli najlepszymi przyjaciółmi.

Chcesz wspierać powstawanie rzetelnych informacji o migracjach? Zostań naszym Patronem/Patronką. Kliknij tutaj >>

To myśląc o swoim dziecku, 25-latek podejmuje najtrudniejszą i najważniejszą decyzję w swoim życiu. Decyzję, która, jak się okazuje, odmieni jego życie na zawsze. „Nie miałem innego wyjścia” – mówi w rozmowie z Associated Press – „Nie przybyłem tu dla przyjemności. Zostałem do tego zmuszony. Nie mogłem obrać innej drogi w życiu”. [3]

Od sąsiada zdobywa numer telefonu przemytnika i wraz z 24 innymi osobami oraz nadzieją na lepsze jutro decyduje się na ryzykowną przeprawę do Grecji. 

Noc, która wszystko zmieniła

To była wietrzna, listopadowa noc. Pozostawiona sama sobie grupa odbiła się od brzegu na pokładzie wątpliwej jakości pontonu w Izmirze, mieście portowym w zachodniej Turcji. Zmierzali w kierunku Grecji.

„Nie wiem, co myśleli przemytnicy, zostawiając nas w tak złej sytuacji” – mówił Haidari, migrant, który dostał się na Samos [4]. Morze było wyjątkowo niespokojne, spanikowani ludzie krzyczeli. Tracili kontrolę nad łodzią, która zaczęła nabierać wody. Gdy w oddali wyłonił się ląd, przestraszeni pasażerowie resztkami sił skierowali łódkę w jego kierunku. Niestety, gdy tylko ponton dopłynął do brzegu, rozbił się o skały. Zdezorientowani, bezbronni ludzie w ułamku sekundy znaleźli się w wodzie.

N.A. wspomina, że tylko dzięki kamizelce ratunkowej zdołał wypłynąć na powierzchnię. Gdy zdał sobie sprawę z tego, co się wydarzyło, zaczął rozpaczliwie szukać synka. Ciągle pamięta moment uderzenia o skałę i uczucie, że dziecko wyślizguje mu się z rąk.

Akcja ratunkowa i straż przybrzeżna

Aegan Boat Report to pozarządowa organizacja, którą jeden z migrantów za pośrednictwem WhatsAppa poinformował około północy o zmierzającym w stronę Samos pontonie pełnym ludzi. Organizacja niezwłocznie przekazała zgłoszenie straży przybrzeżnej.

Rozbitkowie wspominali, że około godziny 1 w nocy straż dwukrotnie pojawiła się na miejscu, przeszukując wodę. Jednak nie zatrzymała się, by komukolwiek pomóc. „Może nas nie widzieli, a może nie chcieli nam pomóc” – mówił jeden z ocalałych. Greckie władze negują zarzuty, twierdząc, że po otrzymaniu zgłoszenia udały się na miejsce, jednak nikogo nie znalazły. Podkreślają, że ich działania były w pełni profesjonalne i zostały przeprowadzone z poszanowaniem praw człowieka [5].

26-letnia Maleka z Afganistanu podjęła próbę samobójczą. Została oskarżona o „podpalenie”. Czytaj więcej >>

Po długiej walce z morskim żywiołem części rozbitków udało się wydostać na brzeg. N.A. opowiada o tym, jak przez długi czas szukał syna lub jakiegokolwiek ratunku. Bez skutku. Mijały godziny, ale pomoc nie nadchodziła. Nad ranem dziesiątka ocalałych postanowiła o własnych siłach wyruszyć w głąb wyspy w poszukiwaniu pomocy.

Syn przebywa w szpitalu

Około 6 rano straż przybrzeżna rozpoczęła akcję ratunkową i znalazła między innymi ciało małego chłopca, jak się okazało – syna N.A.. Kilkadziesiąt minut później natknęła się na grupę idących rozbitków, wśród których był poszukujący dziecka 25-letni Afgańczyk. Straż sugeruje, że to właśnie fakt, że N.A. nie znaleziono razem z synem, może być powodem postawienia mu zarzutów, jakoby zostawił chłopca na pastwę losu.

Po zatrzymaniu grupy migrantów N.A. zabrano na długie przesłuchanie. Straż zapewniła go, że jego syn odnalazł się i przebywa szpitalu. Ta informacja pomogła mężczyźnie cierpliwie znieść niekończące się przesłuchania. Dopiero po czasie mógł skontaktować się ze szpitalem. Wtedy dowiedział się, że dziecko tak naprawdę nie żyje.

„Dlaczego oni mi to zrobili? Powinni byli powiedzieć mi prawdę” – mówił mężczyzna [6].

Rażący wyjątek

Dimitris Choulis, prawnik N.A., mówi, że to pierwsza tego typu sprawa w Europie. Jego zdaniem jest to „rażący wyjątek” i „bezpośredni atak” na osoby ubiegające się o azyl. Wspomina również o niedopatrzeniach ze strony straży granicznej i rządu oraz o budzących wątpliwości wynikach sekcji zwłok 5-letniego chłopca. Choulis dodaje, że jego klient złoży pozew przeciwko straży przybrzeżnej [7].

Aktywiści, prawnicy i obrońcy praw człowieka stają po stronie zrozpaczonego ojca. Twierdzą, że postawienie mu zarzutów to tylko i wyłącznie przejaw zaostrzenia restrykcyjnej polityki migracyjnej Grecji lub próba odwrócenia uwagi od możliwych zaniedbań ze strony straży przybrzeżnej [8].

Rząd grecki neguje wszelkie oskarżenia wysuwane wobec służb państwowych. Notis Mitarachi, grecki Minister ds. Migracji i Azylu, mówi, że zarzuty przeciwko 25-letniemu ojcu nie oznaczają zaostrzenia polityki, ponieważ w tym przypadku doszło do utraty życia. Ludzie, którzy decydują się wsiąść na pokład prowizorycznej łodzi i powierzają swój los nieodpowiedzialnym przemytnikom, narażają życie. Mitarachi podkreśla też, że nie rozumie, dlaczego ludzie decydują się na ryzykowną przeprawę przez morze, skoro według UE Turcja jest bezpiecznym krajem [9].

Nie zmienia to faktu, że to pierwszy przypadek postawienia zarzutów w takiej sytuacji.

Afganistan: dziewczynkom zakazano śpiewania w miejscach publicznych. Ta społeczna akcja przekonała władze do zmiany zdania. Czytaj więcej >>

Życie po tragedii

Do czasu procesu N.A. pozostanie na Samos. Otrzymał tymczasowy azyl w Grecji, a dzięki pomocy organizacji pozarządowych ma też bezpieczne schronienie i niezbędne wsparcie.

Tracąc syna, utracił też sens życia. Zrozpaczony ojciec ma myśli samobójcze. Poświęcił wszystko, by zapewnić dobrą przyszłość własnemu dziecku. Teraz może zostać za to ukarany. Grozi mu do 10 lat więzienia.

Chciał spełnić marzenia chłopca o pójściu do szkoły i karierze policjanta. N.A. wspomina moment, gdy ponton odbił od brzegu w Izmirze. Wspomina strach i niepewność ludzi. Wspomina ekscytację 5-latka jego pierwszą morską wyprawą. Pierwszą i ostatnią. Chłopiec nigdy nie pójdzie do szkoły i nie zostanie policjantem.

Wśród malowniczych krajobrazów na wyspie Samos znajduje się cmentarz. Mały cmentarz dla migrantów, którzy stracili życie w drodze po lepszą przyszłość. Tu spoczywa syn N.A. O grób oparty jest mały pluszowy miś, a na kamieniu można przeczytać słowa: „Utonął w katastrofie morskiej. Nie przez morze ani wiatr, ale z powodu polityki i strachu” [10].

Nie zapominajmy, że gdzieś pomiędzy polityką, konfliktami i dyskusjami na temat uchodźców jest też człowiek. I jego historia.

Źródła:

[1] Samos Volunteers, Situation on Samos,

[2], [3], [5], [6], [7]  Associated Press, All my hopes were him: a migrant father’s plight in Greece,

[4], [9] Info Migrants, Afghan migrant, charged with endangering his son’s life in Greece, speaks out,

[8] The Guardian, Father faces criminal charge over son’s death in migrant boat tragedy,

[10] Ekathimerini, Migrant father charged with son’s death on journey to Greece.

Zdjęcie tytułowe: młody afgański mężczyzna. Fot. fsHH via Piaxbay.

Dane rejestrowe

Stowarzyszenie Laboratorium Działań dla Pokoju

ul. Elizy Orzeszkowej 10/17
31-065 Kraków
NIP: 6772471257
REGON: 520484716

 

Stowarzyszenie Laboratorium Działań dla Pokoju jest wpisane do ewidencji stowarzyszeń zwykłych  prowadzonej przez Prezydenta Miasta Krakowa.

 

Numer w ewidencji stowarzyszeń zwykłych: 191.

Data wpisu do ewidencji: 17.11.2021 r.

Adres korespondencyjny

Stowarzyszenie Laboratorium Działań dla Pokoju

ul. Elizy Orzeszkowej 10/17
31-065 Kraków
kontakt@salamlab.pl

Numer konta bankowego

57 1140 2004 0000 3102 8192 3774 (mBank)

IBAN: PL57 1140 2004 0000 3102 8192 3774

SWIFT/BIC: BREXPLPWMBK

Salam Lab ◆ Laboratorium Pokoju. Wszelkie prawa zastrzeżone.