Czytajcie Fanona przed wyborami (i nie tylko)

Mogłoby się wydawać, że książka pisana niemalże jako testament, może okazać się emocjonalnym, ideologicznym zapisem człowieka walczącego całe dorosłe życie o niepodległość skolonizowanych narodów. Tymczasem ostatnie dzieło Frantza Fanona to przede wszystkim wnikliwa analiza i krytyka nie tylko kolonialnych imperiów i ich systemów władzy, ale również samych ruchów narodowowyzwoleńczych

W Polsce wydaje się ok. 100 książek dziennie. Statystyki podawane przez Bibliotekę Narodową informują, że czytelnictwo w Polsce od pewnego czasu utrzymuje się na poziomie powyżej 41% – trzeba jednak zaznaczyć, że obejmuje to wszystkie osoby, które przeczytały co najmniej jedną książkę. Tylko 7% badanych deklarowało lekturę więcej niż siedmiu książek rocznie. Powodów takiej sytuacji czytelniczej w Polsce jest wiele, podobnie jak wiele jest nowych tytułów wydawniczych, po które możemy sięgnąć, choć ostatecznie tego nie robimy. Czy w tej ograniczonej ilości publikacji, które przeczytamy, jest miejsce na książkę wydaną po raz pierwszy ponad 60 lat temu? 

Antykolonialny manifest

Wydawnictwo Karakter wznowiło w tym roku klasyczną już pozycję Frantza Fanona – jego antykolonialny, napisany tuż przed śmiercią esej-manifest. „Wyklęty lud ziemi” (w tłumaczeniu Hanny Tygielskiej) okazał się zwieńczeniem działalności urodzonego na Martynice w 1925 roku psychiatry, filozofa i pisarza. Fanon w młodości doświadcza zarówno działań wojennych w północnej Afryce, kształtujących jego umiejętność stawiania oporu, jak i rasizmu ze względu na jego kolor skóry. Stanowi to podwaliny do jego dalszych aktywności. Na początku lat 50. wyjeżdża do Francji, gdzie rozpoczyna studia medyczne w Lyonie. To tam ugruntowują się jego idee – zaangażowany w różne ruchy antykolonialne, publikuje swój pierwszy artykuł poruszający temat robotnika-migranta z Afryki Północnej. Rozpoczyna pracę w szpitalu psychiatrycznym, gdzie zaczyna w nim kiełkować myśl o korelacji między zaburzeniami psychicznymi a doświadczeniem kolonializmu. 

https://salamlab.pl/pl/jak-pozbyc-sie-islamofobii-recenzujemy-ksiazke-suhaiymah-manzoor-khan/

Po zdanym egzaminie lekarskim w 1953 roku, Fanon zostaje skierowany do pracy w szpitalu psychiatrycznym w Algierii. Jest to niejako punkt zwrotny w jego życiu. To tam orientuje się w systemowej dyskryminacji pacjentów wywodzących się z rdzennej ludności, z którą zaczyna aktywnie walczyć podczas swojej praktyki. W tym czasie wybucha wojna algierska o niepodległość, w którą Fanon aktywnie się angażuje, stając po stronie ruchu narodowowyzwoleńczego. Jest to burzliwy czas w życiu młodego psychiatry – pomimo wydalenia z Algierii oraz rozczarowania wewnętrznymi konfliktami targającymi algierski Front Wyzwolenia Narodowego, coraz mocniej angażuje się w walkę przeciwko kolonizatorom. W 1959 roku, kiedy duża część państw afrykańskich uzyskuje niepodległość, Frantz Fanon jako ambasador Algierii zaczyna podróż przez różne państwa afrykańskie celem wsparcia ich dążeń do osiągnięcia niepodległości. Rok później, w wieku niespełna 35 lat, dostaje diagnozę: białaczka szpikowa i pozostający mu jedynie rok życia. Zaczyna wyścig z czasem: pisze „Wyklęty lud ziemi”. 

Mogłoby się wydawać, że książka pisana niemalże jako testament, może okazać się emocjonalnym, ideologicznym zapisem człowieka walczącego całe dorosłe życie o niepodległość skolonizowanych narodów. Tymczasem ostatnie dzieło Frantza Fanona to przede wszystkim wnikliwa analiza i krytyka nie tylko kolonialnych imperiów i ich systemów władzy, ale również samych ruchów narodowowyzwoleńczych. Fanon w przystępny dla czytelnika sposób diagnozuje problemy targające rdzenną ludnością skolonizowanych terytoriów, uwzględniając przy tym różnorodność perspektyw. Kolonizacja czy dekolonizacja – nieważne, zmienia się jedynie układ sił” – pisze, wskazując niejako kierunek neokolonialny, w którym podąży historia świata. Tych współczesnych tropów w jego dziele jest zatrważająco dużo. Autor „Wyklętego ludu ziemi” raz po raz wiąże (de)kolonializm z innymi ważnymi zagadnieniami takimi jak kapitalizm czy klasowość. Zauważa, że system kapitalistyczny w koloniach zawsze wiązał się z przemocą, a współcześnie nie jest tak istotne, do jakiego imperium należą dane tereny w Afryce: istotna jest ochrona stref ekonomicznych. Znamienne wydają się tu przytaczane przez Fanona słowa Léona M’ba, prezydenta Republiki Gabonu: „Gabon jest niezależny, ale między Gabonem a Francją nic się nie zmieniło, wszystko jest jak dawniej”. Te przejawy neokolonializmu, które Fanon zauważał u progu lat 60., obecnie tylko się umocniły. Narracje o „biednej, dzikiej Afryce” czy „niezbędnej pomocy dla Afryki”, którą państwa Centrum oferują dawnym koloniom, umacniają światowe nierówności i zależności ekonomiczne. Umierający Fanon, jak może przekonać się czytelnik lub czytelniczka, widział to bardzo wyraźnie – podobnie jak nierówności klasowe wewnątrz wyzwalających się społeczeństw. W tychże nierównościach – i ignorowaniu przez rdzenną burżuazję tytułowego „ludu ziemi” – autor również dostrzega kolonialne wpływy w kształtowaniu się tubylczych społeczeństw na podobieństwo tych europejskich. Czytelnika może zaskoczyć niezwykła aktualność tekstu Fanona, tak jak ma to miejsce we fragmencie o turystyce zachodniej burżuazji, łaknącej „egzotyki” dawnych kolonii. Fanon nie ogranicza się bowiem w swojej książce wyłącznie do tematu afrykańskich kolonii – zauważa też problemy trawiące Amerykę Łacińską, w której lokalna elita „przekształciła się w organizatora »party« dla burżuazji zachodniej”. Dziś turystyka na terenach dawnych kolonii jest nierzadko podstawą gospodarki kraju, uzależnionego tym samym od turystów z regionów bogatego Centrum. Zrozumienia takiej sytuacji można szukać właśnie u Frantza Fanona, który miał szansę być aktywnym uczestnikiem momentu powstawania neokolonialnego porządku świata. 

Niepokojąca diagnoza współczesności

https://salamlab.pl/pl/slawomir-mentzen-oburzony-modlitwa-wyjasniamy/

Czytałam „Wyklęty lud ziemi” wiosną 2025, obserwując bacznie kampanię prezydencką w Polsce – szczególnie zaś polityczne narracje wokół migrantów. Napływ ludności, który spowoduje, że wartości narodowe zostaną zatrute i skażone. Terminy zoologiczne, takie jak „rozpełzanie się”, „mrowie”, „stada”, „rojenie”. „Bezładna zgraja”, „nieróbstwo”, „czarna, brązowa, żółta masa”. Trzeci Świat jako płynna masa, gotowa zalać całą Europę. Przytoczone tu przeze mnie opisy mieszkańca Afryki, choć brzmią bardzo znajomo dla współczesnego człowieka, są cytatami przywoływanymi przez Fanona w książce sprzed ponad 60 lat. To język, którym posługiwali się francuscy politycy i inni europejscy kolonizatorzy w stosunku do mieszkańców i mieszkanek Algierii. To język, którym nadal, w XXI wieku, operują między innymi polscy politycy. Ostatnie dzieło Fanona warto czytać, odnosząc je do współczesnych narracji i polityk opartych na strachu i nierównościach społecznych. Bowiem „Wyklęty lud ziemi” to nie tylko doskonały zapis ważnego momentu w historii, jakim był ruch wyzwoleńczy dawnych kolonii – to przede wszystkim niepokojąca diagnoza na czasy obecne. Polityka strachu wobec migrantów i migrantek z regionów pozaeuropejskich nie jest niczym nowym. Fanon bardzo uważnie i krytycznie diagnozuje problem przemocy w społeczeństwach dawnych kolonii, uwalniając go z narracji o „dzikiej naturze tubylców”. Szczególną rolę w eseju pełni ostatni rozdział, w którym Fanon ujawnia się jako lekarz – psychiatra. Zapis jego pracy z pacjentami oraz analiza medyczna połączona z wpływami systemu kolonialnego na ludzką psychikę, dopełniają tezy postawione w całym tekście przez autora. Jego antykolonialny esej może być więc dla polskiego czytelnika nie tylko pogłębieniem wiedzy z historii dekolonizacji, ale i tekstem pozwalającym zrozumieć współczesne narracje, które zdominowały polską politykę i media. 

Fanon podważa pojęcia, do których przywykliśmy podchodzić z europocentrycznego punktu widzenia, takie jak postęp czy cywilizacja.  Apeluje: „Nie chcemy nikogo doganiać”. Książka Fanona nie jest naukową analizą gospodarczą czy nową propozycją idei postępu politycznego. To dzieło, które pochyla się nad uciśnionymi, wykluczonymi ludźmi. To tekst poruszający, w niektórych miejscach gorączkowy, czasem pełen emocji. To w końcu książka, którą najpierw starano się ukryć przed czytelnikami (trafiła na listę tytułów zakazanych jako „zagrożenie dla bezpieczeństwa wewnętrznego” Francji), a później dyskredytowano jako przestarzałą w obliczu historii dekolonizacji. Dziś warto po nią sięgnąć i odkryć, jak opowieści o tak zwanym Starym i Nowym Świecie trwają w formach niemal niezmienionych. Pomimo języka, który wskazuje na dawne wydanie (dla czytelnika bardziej obeznanego z tematami neokolonialnymi niektóre pojęcia używane przez Frantza Fanona mogą być trudne w odbiorze), „Wyklęty lud ziemi” pozostaje niepokojąco aktualną pozycją. 

***

Frantz Fanon, Wyklęty lud ziemi, tłum. Hanna Tygielska
Oskar Hedemann, Wydawnictwo Karakter, Kraków 2025, s. 368.

Za egzemplarz recenzyjny książki dziękujemy Wydawnictwu Karakter.

Blanka Błaszczak-Rozenbaum – antropolożka kulturowa, etnografka, Specjalistka ds. Edukacji w Salam Lab. Edukatorka muzealna w Zamku Królewskim na Wawelu w Krakowie i w Muzeum Fotografii w Krakowie. Badaczka migracji i mniejszości narodowych, ze szczególnym uwzględnieniem społeczności ukraińskich w Polsce. Stypendystka dwóch projektów naukowych: projektu „Diaspora ukraińska w Polsce: dziedzictwo mniejszości a procesy migracyjne” oraz projektu „Procesy diasporotwórcze na przykładzie społeczności ukraińskich w Polsce. Studium antropologiczne”.

Podobne wpisy